że aczkolwiek postąpił karygodnie, to jednak wobec całej klasy się przyznał i za popełniony czyn przeprosił; niezależnie od tego w nauce jest najlepszym.
— Pani kierowniczko, jeżeli chcielibyśmy ważyć za i przeciw,
to w końcowym rezultacie wynikłoby, że na chłopca nie wolno
nam nałożyć żadnej kary.
— Niestety, na nas jako pedagogach, ciąży szczególny obo¬
wiÄ…zek wpajania odpowiednich zasad moralnych i dobrego
współżycia, gdyż są to nasi następcy, którzy powinni być o wiele
lepsi, bo świat potrzebuje ludzi prawych i dobrych, a nie awan¬
turników. Z tego też względu proponuję ukarać chłopca, aby
obudzić w nim poczucie odpowiedzialności i samokrytycyzmu
— rzekł nauczyciel Dziurawiec.
— Proszę państwa, chłopiec jest dość sumienny i jeżeli nało¬
żyć nań karę, to proponuję karę moralno-wychowawczą- rzekła
dawna wychowawczyni, nauczycielka Grochowska.
Nastała chwila milczenia.
— Czy ktoś z państwa ma jakieś inne propozycje? - zapytała
kierowniczka.
— Popieramy propozycję koleżanki Grochowskiej - wypo¬
wiedzieli siÄ™ pozostali nauczyciele.
— Wobec tego bardzo państwu dziękuję, jeżeli chodzi o ro¬
dzaj kary, uzgodnimy to z paniÄ… BojanowskÄ….
Niedługo po dyskusji odezwał się dzwonek, nauczyciele rozeszli się do klas i nastała nowa lekcja. W czwartej „A" uczono się także, dosłownie jakby nigdy nic się nie stało, nawet pani Bojanowska miała dobry humor i pytała przeważnie dziewczęta. One zaś spoglądały ukosem na Michałka z ognikami złości, mając zapewne na myśli, że i tym razem są ofiarami za jego wybryki, czyli wybryki chłopców.
— Bohater dzisiejszego dnia będzie łaskaw wyjść na środek
— rozległ się nagle głos nauczycielki Bojanowskiej.
— Proszę panią, ja? — zapytał się Michałek, wstając.
99