kwiat dwóch puszcz
Rozdział 1 Grzybiarz

Nie będąc zdecydowanym, w jaki sposób szukać matki, oparł się o pień drzewa i nasłuchiwał.
W tem gdzieś z dali, jakby z pod ziemi, doleciał go głos: Michałku! Michałku! Michałku!
• Matulu! Matulu! — krzyknął Michałek i pobiegł na oślep
w kierunku, skąd doleciał go głos matki.
• Synu mój, gdzieś jest? — zapytała z oddali matka.
• Tutaj, chodźcie! - krzyknął ponownie Michałek.
• Ide, ide! Jeno nie odchodź, bo się znów pogubiwa — krzyknęła Magierowa.
• Czekam! Czekam! - krzyknął głośno Michałek.
Po jakimś czasie słychać było pryskanie suchych gałązek pod czyjemiś stopami, a następnie rozległ się tuż przy Michałku głos matki:
• Gdzie się tak włóczyłeś ku mojemu strapieniu? — nie dość,
że się naharowałam, to jeszcze po omacku muszę utykać za tobą.
Umknąłeś Weronci, ona skarżyła się na cie, płakała, a ty ani odrobiny posłuchu nie masz — abyś nie żałował tego kiedy...
• Wiecie co, matulu, Weronki usłuchać nie usłuchałem, ale
za to grzybów moc nazbierałem, w dodatku hrabia odwiózł mnie
do domu bryczkÄ….
• Co ty pleciesz?! — krzyknęła Magierowa.
• Nie plete, Matulu, tylko tak było! - odpowiedział.
• Nie do wiary — wyszeptała jakby sama do siebie Magiero¬wa.
• Posłuchajcie, od Weronki odłączyłem się, bo ona zawsze
na swoim, a nie wie gdzie grzyby rosną i figę do chałupy przy¬
niosła; ja byłem dłużej, ale za to macie matulu grzybów pełną
kupÄ™.
Oj, nie wiecie, co mi się przydarzyło! Gad mi się po piersiach przesunął jak spałem południem pod dębem. Wieczorem zaś zabłądziłem i Witka mnie odnalazł. Jakby nie on, nocowołbym w lesie - rzekł Michałek.

9