kwiat dwóch puszcz
Rozdział 8 Edukacja u guwernantki

— Jesteś zbyt delikatna, a może zależy ci na tych kilku list¬
kach, są przecież twoją własnością?
Mariola zamiast odpowiedzi, popatrzyła na Michałka wielce zgorszona
i popadła w milczenie. Michałek, wyczuwszy, że na dzisiaj ich koleżeńskie uczucia popsuły się zupełnie, a ubiegać się o naprawienie humoru kapryśnej koleżanki wcale nie zamierzał — tym bardziej, że nie czuł się winnym — wstał z ziemi, ukłonił się jaśnie pani, nieomal bijąc czołem o murawę i rzekł:
— Padam do nóżek jaśnie panience, zostań sobie z liśćmi
kaliny, ja zaś tu już nigdy więcej nie przyjdę.
— Michałku... — jęknęła Mariola.
— Proszę? — zapytał Michałek.
— Przyjdź, ja naprawdę nie chciałam zrobić ci przykrości,
przyjdziesz?
— Mam przyjść po to, abyś zrobiła ze mnie kapcia... — żachnął
się Michałek.
— Wybacz — prosiła Mariola.
— Wybaczam, ale nie gwarantuję, że przyjdę, bo jak mnie
zapędzą do jakiej roboty, to... A teraz cześć! — krzyknął na poże¬
gnanie Michałek i skierował się pędem ku parkanowi.
Osiągnąwszy go, wskoczył na żerdź, przesadził sztachety i zeskoczył na drugą stronę wprost w stado owiec. Wśród zwierząt zakotłowało się, a w kilka sekund tuż przy chłopcu zjawił się król stada, baran. Baran wyraźnie zgorszony, zerknął groźnie na intruza i dał ku niemu susa. W tym to momencie w Michałku zrodziła się myśl uchwycenia się barana i w mgnieniu oka wskoczył na jego grzbiet, uchwycił się jego rogów, nie myśląc wcale, co będzie dalej, przywarł do niego jak kleszcz. Baran, wściekły, puścił się na oślep przed siebie, najpierw przebiegł kawałek wzdłuż parkanu, a następnie przeleciał kilkadziesiąt metrów łąką i wpadł w gęstwinę chrustu jak torpeda. Tuż po tym mały jeździec poczuł mocne szarpnięcie, kiedy zaś się ocknął, leżał już w wiklinie splecionej dzikim chmielem, baran natomiast szamotał

88