kwiat dwch puszcz
Rozdział 8 Edukacja u guwernantki

Pomimo, że wakacje mijały dość szybko, Michałek znalazł zawsze chwilę i od czasu do czasu pobiegł do oficyny, z oficyny do staruszka Walentego, bywało też, że spotykał się z małą hrabianką. W wyniku tych kontaktów dzieci wzajemnie się ośmieliły i nieraz wiele czasu spędzały na wspólnych spacerach po dworskim parku, względnie przechadzały się pomiędzy mieszkaniami fornali, niekiedy wybiegały poza ogrodzenie i przez dłuższy czas hasały po przyległych łąkach, lub pomiędzy drzewami starego sosnowego boru.
Tym razem Michałek i mała hrabianka siedzieli na stoku wzgórka w cieniu dużych rozłożystych klonów, u ich podnóża zaś płynął mały strumyk, który w dalszym swym biegu przecinał porośnięte wysoką trawą bagienne łąki na dwie równe części. Łąki ciągnęły się swoją długością ku północy i kończyły tuż nad brzegiem Sanu. Pod sklepieniem nieba na cudnym tle błękitu krążyły dwa czarno-białe bociany i zataczały przeróżne koła, kółeczka, coraz wyżej i wyżej. Dzieci, jakby wcale nieinteresował ich świat, coś z wielkim podnieceniem rozmawiały. W pewnej chwili Michałek oderwał wzrok od przyjaciółki, mimo woli spojrzał do góry, wskazał ręką i rzekł:
— Bociany!
— Odlatują... — dodała mała hrabianka.
— Chciałbym być bocianem, odwiedzałbym różne kraje
i gdzie tylko bym zapragnął, to tam bym sobie poleciał, najpierw
poleciałbym do Afryki na pomarańcze i banany, mogłyby być
także figi — rzekł z podnieceniem w głosie Michałek.
— Ha, ha, ha, ha! Jakbyś był bocianem, to nie jadłbyś poma¬
rańcz ani bananów, tylko najwyżej afrykańskie węże i żaby - za¬
śmiała się Mariolka.
Michałek, słysząc słowa ulubienicy, aż się z wrażenia skrzywił,
a kiedy nieco ochłonął, przełknął niesmaczną ślinkę i rzekł:
— Masz rację, lepiej już być człowiekiem.

86