- Oj, Michałku, Michałku — skonstatowała guwernantka.
Rozmowa pomiędzy guwernantką i Michałkiem trwała dość
długo, kiedy zaś się skończyła, chłopiec pożegnał się i pobiegł ku wiosce, najpierw przez dziedziniec, następnie wzdłuż parkanu hrabskiego ogrodu. Przebiegając tuż obok starca Walentego, zatrzymał się i rzekł:
- Dzień dobry, dziadku!
-Jaki Bóg dał, taki i on jest, a ciebie to jaki wściekły pies do mnie napędził?!
-Jaki tam wściekły pies, skończyłem naukę, to lecę do domu, bo wujenka będzie krzyczała.
- Puścili cię do następnego oddziału? — zapytała starzec.
- Puścili i to dobrze puścili — mówiąc to, Michałek wyjął
pośpiesznie świadectwo i podał je staruszkowi poprzez sztache¬
ty płotu.
Dziadzio Walenty, wziąwszy z ręki Michałka świadectwo, prześlabizował je parę razy od początku do końca, odsapnął i rzekł:
- Ładnie się spisałeś, jakbyś uczył się tak dalej i poszedł do
wyższych szkół, to byłby z ciebie wielki uczony.
- Pewnie, uczony na obie strony — skwitował uśmiechem
Michałek.
- Jak będziesz dogadywał, to przyłożę ci stomporkiem
- zirytował się starzec.
- Ja tylko tak, aby świat rozweselić - rzekł Michałek.
-Już ty tego rozgorzałego piekła nie rozweselisz, chociażbyś we wszystkie trąby świata dmuchał - rzekł starzec i począł ślabizować Michałków dokument od nowa.
Dziadkowi jak zwykle imponuje mowa tronowa, a mnie jucha nęci i nęci woń truskawkowa — pomyślał Michałek.
Ale o tym, co myślał Michałek, staruszek niestety nie wiedział i wszystko skończyło się na tym, że obaj przyjaciele postali chwilę u płotu, po czym Michałek pobiegł ku domowi, a staruszek wrócił do pnia drzewa, usiadł i zasnął.
85