ten, aczkolwiek przedstawiał małą wartość, był zapłatą piękną
i hojną, tym hojniejszą, że nie płacił za trud książę, ani hrabia, ale największy królewicz świata, który miał wszystko i nic.
Guwernantka płakała długo i rzewnie, płakał też Michałek, a kiedy oboje nieco ochłonęli, młoda wychowawczyni wstała z fotela, podeszła do chłopca i przycisnęła jego głowę do swej piersi mocno, bardzo mocno i zapytała.:
— Opłaciła się twoja praca?
— Tak, a oto zapłata — odpowiedział Michałek i wyjąwszy zza
pazuchy wsunął do rąk guwernantki otrzymane w szkole świadec¬
two.
— Jeszcze nigdy takich stopni nie miałem.
— Widzisz, mój druhu, włożona praca nigdy nie pójdzie na
marne, a ja z ciebie jestem bardzo zadowolona, mam również
nadzieję, że w lecie od czasu do czasu do mnie zajrzysz, chociaż¬
by na chwilÄ™.
— Jak pani sobie życzy, to będę przychodził.
— Bardzo sobie tego życzę, przecież wiesz, że jestem samot¬
na, tak jak ty, a może i bardziej, bo ty masz siostrę, ja natomiast
jestem sama, samiusieńka — rzekła guwernantka.
— To okropne... — rzekł współczująco Michałek.
— Tak, mój chłopcze, jestem samiusieńka wobec obcych mi
ludzi, z rodziny mam tylko stryja, który jest księdzem, ale on
w tej chwili przebywa w niemieckim więzieniu. To właśnie stryj
przyczynił się do tego, że uzyskałam wykształcenie, a teraz sam
potrzebuje pomocy, której pomimo szczerych chęci nie mogę
mu udzielić.
— Bardzo pani współczuję, ale ja też... — rzekł Michałek
— Wiem, mój chłopcze, dlatego jedyna nadzieja w Bogu.
— W Bogu i w dobrych ludziach — dodał Michałek.
— Niestety, tych coraz mniej — rzekła jakby sama do siebie
guwernantka.
— Mało, ale są, pani jest z nich pierwsza — rzekł Michałek.
84