- Zgoda! Będziemy się uczyć bez stawiania ocen — rzekła
guwernantka i właśnie w tej chwili otwarły się drzwi, a w nich
ukazał się staruszek Walenty.
-Witam, witam miłe jaśnie panienki, dziś zeszło mi trochę dłużej, miałem takie swoje zajęcia, ale już dzionek poza nami, prosić Boga
o drugi. Człek to jak tak kropla wody w rzece niedaleko morza, cóż tu dużo mówić, życie zleciało jak jeden dzień, ale niech tam, prawa natury nie odmienisz, chociażbyś cały świat do góry nogami przewrócił — rzekł starzec.
- Panie Walenty, umówiliśmy się z pańskim przyjacielem
- rzekła ze śmiechem na ustach guwernantka.
- O, żeby paniusia wiedziała, jaki to miły chłopysio, można
z nim naradzić się jak ze starym druhem, a w dodatku on sierota
i ja sierota, i z tego to właśnie powodu jakoś przylgnęliśmy do
siebie bardzo — rzekł starzec.
Naraz — ni stąd, ni zowąd — oczy guwernantki zwilgotniały, a ona sama rozpłakała się.
- Nie wiedziałem, jaśnie panienko, że słowem swojem
w serce twoje ugodzę, bodajbym ust nie otworzył, jak miałem
nimi zrobić przykrość — wyrzucał sobie Walenty.
- Nie szkodzi — odpowiedziała, pogodniejąc guwernantka.
- Biedna moja jaśnie pani, że ojca nie miałaś i że ksiądz
stryjaszek na ciebie nakłada, tom wiedział, ale żeś matkę postra¬
dała, to mi dopiero teraz do głowy przyszło — rzekł starzec.
- Widać los nam wszystkim jest jednakowy i powinniśmy
zapłakać tak, ażeby tę izbę łzy zalały, ale co nam z tego przyj¬
dzie, przecież ja już powiedziałem, że świata nie odmienimy
- rzekł starzec.
- Ma pan rację, świata nie odmienimy — rzekła guwernantka
i westchnęła, godząc się z losem.
Guwernantka i staruszek nadal rozmawiali ze sobą, Michałek i mała hrabianka zaś nieco się do siebie ośmieliwszy, poczęli oglądać dużą starą księgę, a od czasu do czasu na siebie spoglądając,
77