— Laboga! Pióra, moje pióra — rozległ się ni stąd ni zowąd
donośny głos Dyrdowej.
— Diabli tam twoje pióra, bez piór nie będzie w niebie dziu¬
ra, ale co to się dzieje, to ja nie wiem?! — krzyknął do swojej
staruszki Dyrda. Niemcy na chwilę zbaranieli: tu krzyk, tam tu¬
many, nieco dalej zaś umykający dwaj nagusy: jeden dość rosły,
a drugi bardziej kusy.
— I bądź tu mądry, gdzie Rusy, a gdzie Prusy? — rzekł głośno
swą myśl major Hammer.
— Hej, hej, kameraden, halte banditen! — woła feldfeber Singer-
man.
A nagusy jak dwie zjawy już łąką, już żytem dopadli do skraju lasu coraz golsi i golsi z piór, gdyż portki, niestety, zostały w komórce.
Major Hammer śmieje się niemal do rozpuku, feldfeber Singerman się złości, a Kurt jakby ocierał łzy — czyżby ludzie prości mierzyli się jedną miarką, niezważając na rasę, ludzi i wyznanie...
— To niemożliwe, a jednak tak, panie — Kurt płakał.
Było pewne, że człowiek ten mimo swojej narodowości nie
był stworzony do gnębienia bliźnich i przeżywał nie mniejszą, katuszę od tej, którą cierpieli w tej chwili Gustek i Michałek. Być może, właśnie ci chłopcy przypomnieli mu jego własne dzieci pozostawione na pastwę losu w Niemczech, a może... A może to właśnie on przyczynił się do śmierci Bolka... Michałek i Gustek cierpieli wielce chłód, Bolkowi już nic nie było trzeba: leżał na rękach ojca, spoglądał oczyma zamkniętymi do nieba a z wyrazu twarzy jakby się uśmiechał. Może ten uśmiech pozostał mu z beztroskiej swawoli, a może był rad, że wydostał się z okropnej niewoli i mknął swą duszą w dalekie zaświaty, tam gdzie zawsze jest maj i zawsze kwitną wonne kwiaty. Może...
74