kwiat dwóch puszcz
Rozdział 7 Śmierć Bolka

Blady księżyc toczył się po jesiennym niebie od horyzontu do horyzontu, w pewnej chwili znikł zupełnie za koroną lasu, a na jego miejsce zza Krzeszowskiej Góry wychyliło swą tarczę słońce
i oświetlało promieniami matkę ziemię, budząc do życia wszystkie istoty, w tym również niemieckich żołnierzy.
— Singerman — rzekł przeciągle major Hammer.
— Tak jest, panie majorze! — odpowiedział feldfeber.
Major zamyślił się na chwilę, a następnie rzekł:
— Mamy dwóch małych jeńców...

— Tak jest, panie majorze, mamy dwóch małych jeńców!
— powtórzył feldfeber.
— Jeszcze nie skończyłem, a ty już z tym swoim „tak jest"!
— Otóż powtarzam, mamy dwóch małych jeńców... — rzekł
oficer.
— Tak jest, panie majorze! — zasalutował feltfeber.
— Do jasnej cholery z tym twoim „tak jest", jeszcze raz wy¬
skoczysz z tym twoim tak jest, to siedem dni ścisłego! — wrzasnął
oficer.
— Tak jest panie majorze! - zasalutował feldfeber.
— Hm! Powtarzam: mali chłopcy szkody nam w zasadzie nie
wyrządzili, ale dla wykazania silnej niemieckiej ręki należy im
wygarbować trochę skórę i puścić do domu, zrozumiano! - rzekł
oficer.

— Tak jest panie majorze! — zasalutował Singerman, a na¬
stępnie wyszedł na podwórko, wezwał do siebie podwładnych
i rzekł:
— Kurt, szykuje ci się dobra robota!
— Tak jest panie, feldfeber! — zasalutował Kurt.
— Do jasnego pioruna z tym twoim „tak jest"! — wrzasnął
feldfeber.
— Tak jest, panie feldfeber — zasalutował Kurt.
—Jeszcze raz wyskoczysz mi z tym twoim „tak jest", to wsa¬
dzę cię do ciupy — wrzasnął feldfeber.

72