— Wisi to takie, co się dynda — rzekł, dosłownie wychodząc
z siebie Gustek.
— Duner weter! — wrzasnął oficer.
— O,o! — dynda się jak wiatr wieje — rzekł nieco ucieszonym
głosem Gustem.
— Panie majorze, może ja przetłumaczę — wtrącił się war¬
townik.
— Bitte — rzekł oficer.
— Pan major pyta, jak się nazywacie i co tu po nocy robicie?
— zwrócił się do Michałka i Gustka w roli tłumacza wartownik.
— A my se myśleli, że pan oficer pyta o jabłka — rzekł Gustek
— a jak tak to mówię, że nazywam się Gustaw Łabęcki, Michałek
zaś nazywa się Michał Magiera i idziemy ze dworu od rwania
jabłek u jaśnie pana hrabiego.
— On mówi, że nazywa się Gustaw Łabęcki, a jego przyjaciel
Michał Magiera i idą od rwania jabłek u hrabiego w pobliskim
hrabstwie — dosłownie słowo w słowo wytłumaczył wartownik
swemu przełożonemu.
— Kleine jungen kaput— rzekł oficer niższym stopniem, wcho¬
dząc do pokoju, gdzie przesłuchiwano Gustka i Michałka.
— Diese? — wskazał przesłuchujący na Gustka i Michałka.
— Nein, diese in drei - odpowiedział przybyły oficer.
Na razie zaprowadzić i zamknąć — rzekł w języku niemieckim do wartownika przesłuchujący oficer.
— Jawohl! — zasalutował wartownik, poczym nakazał Gust-
kowi i Michałkowi opuścić mieszkanie, a następnie podprowa¬
dził do komórki gospodarza i zamknął ją od zewnątrz.
— Co z Bolkiem? — zapytał Gustek Michałka w chwili, gdy
znaleźli się obaj w Dyrdowej komórce jako jeńcy.
— Nie wiem — odpowiedział Michałek.
— Mnie zimno, a tobie — zwrócił się do Michałka Gustek.
— Pytasz się? Jak diabli! — odpowiedział Michałek.
— Może by tu znalazł jaki przyodziewek — rzekł Gustek.
70