Michałek, nie wiele myśląc, wziął swoje tobołki, pokłonił się hrabiemu, a w szczególności Janowi Witce, i skierował swoje kroki w polną drożyną, w tę, którą szedł za dnia z Weronką do lasu. Idąc, myślał, jakby się wytłumaczyć przed matulą.
• Gdzie do tej pory żeś się włóczył — matula już chwile jak
poszli za tobÄ… do lasu i tam poniewierajÄ… siÄ™ po niechniejach, a ty
robisz jak tylko ci się rzewnie podoba — przyjęła Weronka Mi-
chałka tuż w progu.
• Podoba?! — uzbierałem grzybów to i musiałem posiedzieć,
jak chcesz to policz! — rzekł Michałek.
• Teraz nie zawracaj mi głowy, bo kasza się przypali — rzekła
Weronka.
• Ty to chyba z pustą torbą wróciłaś... — zaśmiał się Michałek.
• To zobacz, leżą tam w sieni, głupi mądralo! — odcięła się
Weronka.
• Już ja ich obejrzałem, same kapciuchy i maśluchy! — zaśmiał się Michałek.
• Twoje lepsze? — odwzajemniła się szyderczo Weronka.
• O niebo! — odparł Michałek.
• Ale, ciortku, nie chodziłam tak jak ty od nocy do nocy na
długim dniu, a teraz wynocha za matulą, bo darmo bedo utykać
za tobą po lesie — rzekła Weronka.
• Matula w lesie?! - zapytał Michałek
— W lesie! — odpowiedziała szorstko Weronka.
Michałek, słysząc słowa siostry, wypadł na drożynę i po¬
biegł w stronę lasu.
Niestety, wieczorny zmrok, okrywszy swym kobiercem cichą ustronną krainę, skrył ją tak, że już na parę metrów trudno było co dojrzeć.
Wszedłszy do lasu, Michałek stwierdził, że ciemność się tu spotęgowała jeszcze bardziej.
Co teraz robić — pomyślał.
7