uszło ani ułamka sekundy, a on sam również poczuł, że leci do wody. W tym momencie zza krzew sitowia doleciał ich śmiech Bolka.
- Czekaj, ty Bolico! — żachnął się Gustek i czem prędzej
wyskoczył z wody, tuż za nim wyskoczył z wody także Michałek
i pobiegli za uciekajÄ…cym.
Niestety, Bolek wybiegł z ukrycia i, mając dogodniejszy teren, pomknął niczym wichura. Wtem, nagle i niespodziewanie rozległo się wołanie: halt!, halt!, halt! i padł strzał.
Bolek jakoś dziwnie się zachwiał i runął na ziemię jak długi. Nim jednak Gustek i Michałek zdążyli się zorientować, co się dzieje, zostali otoczenie przez kilku niemieckich żołnierzy a następnie podprowadzeni i postawieni pod ścianą chaty Dyrdy, jak dwa śledzie dopiero co wyjęte z wody.
- Panie majorze, zatrzymaliśmy dwóch podejrzanych — za¬
meldował przełożonemu jeden z niemieckich żołnierzy.
- Wprowadzić — rzekł oficer.
- Tak jest! - zasalutował żołnierz, a następnie wyszedł i pod
lufą automatu, zaprowadził podejrzanych do dowódcy.
- Imię i nazwisko — zapytał oficer w niemieckim języku.
- Coś się pyta, ale diabli wiedzą, co? — szepnął do ucha Mi-
chałkowi Gustek.
- Pewnie się pyta gdzie my się tak skąpali... — odpowiedział
Michałek.
- Schnell, schnell! — ponaglał oficer.
- Nie, nie, my nie zasnęli, tylko idziemy od rwania jabłek ze
dworu — rzekł Gustek.
-Jabłek..., jabłek..., jabłek... — powtarzał oficer przez chwilę i nagle jak nie wrzaśnie: was ist das — jabłek!
- To takie co wisi na gałęzi — rzekł Michałek.
- Takie co, wiszi na galezy, takee co wisz na... was ist das
- wiszi?!
69