wyszli z ogrodu już przy świetle księżyca i skierowali się wąską ścieżyną przez stary bór Goiszcz do domu.
— Widzisz jak Kaim stuknął Abla? — rzekł Gustek, wskazu¬
jąc na plamy widniejące na księżycu.
— Bo niedołęga z tego Abla — odpowiedział Bolek.
Michałek, słysząc to, nieznacznie wystawił nogę w stronę
Bolka, a ten zamachał przedziwnie rękami i runął na ziemi jak długi, woreczek zaś z jabłkami poszybował w powietrze niczym rakieta.
— Bydlaku! — wykrzyknął na Michałka ze złością Bolek.
— Widzisz, mówiłeś, że Abel jest niedołęga, ale sam przeko¬
nałeś się, że jeżeli ktoś chce wyrządzić komuś krzywdę, to znaj¬
dzie też sposób — tłumaczył się Michałek.
— Kain nie był bohaterem, ale ty, Michalico, jesteś gorszy niż
bydlę — odpowiedział ze złością Bolek.
— Bydlę nie bydlę, nie obstaje ani za tym, ani za tym, ale
Michał chciał dać ci przykład, że ofiarą człowieka złego może
być nawet najsilniejszy, jeżeli zostanie ugodzony podstępnie
— rzekł Gustek.
— Ładny mi to przykład?! — żachnął się Bolek.
— Pewnie, że nie ładny, ale... — odpowiedział Michałek.
— Zamknij się! — przerwał Michałkowi Bolek.
Przemawiając się tak, chłopcy doszli do rozstaju ścieżek, skąd
Bolek poszedł w swoim kierunku, a Michałek i Gustek, udali się
w swoim. Bolek, jakby nigdy nic, zamiast pójść do domu, pobiegł okrężną drogą w kierunku kładki, przez którą koledzy mieli przechodzić, przesunął ją tak, że ledwie trzymała się na krawędzi przeciwnego brzegu i ukrył się w zaroślach sitowiu. Gustem i Michałek, idąc rozmawiali:
— Ale Boluś wywinął salto — mówiąc to, Gustek wchodził
właśnie na kładkę.
— Bo, bo... — tu Michałek nie dokończył, gdyż ujrzał ze zgrozą
w oczach, że jego przyjaciel jakby zapadł się pod ziemię. Nie
68