Teraz wszyscy trzej towarzysze najpierw podeszli do szosy i usiedli za tarniną, a kiedy między maszerującym wojskiem powstała luka, przebiegli na drugą stronę i udali się w kierunku leśniczówki, tu zaś ukryli się w żywopłocie z głogu, skąd mieli podwórko jak na dłoni.
Na dziedzińcu pod starym rozłożystym dębem stało kilka czołgów, obok nich kręcili się niemieccy żołnierze.
Chłopcy, nie namyślając się wiele, wyszli z ukrycia i podeszli bliżej czołgów, ale nim doszli na odległość kilkunastu metrów, jeden z Niemców dał ręką znak cofnięcia się i wyjął z kabury pistolet. Widząc to, Michałek, Gustek i Bolek zawrócili, udali się do otwartej stodoły i przycupnęli przy rodzinie leśnika, jakby tworząc całość.
- Nie kręćcie się chłopcy między wojskiem, bo może was
coś przykrego spotkać, boć to wojna, a wojsko nie nasze — rzekł
leśnik Fonka.
— My za naszem wojskiem bo... — rzekł Michałek.
Leśnik skinął głową w stronę suszarni i powiedział:
-Jest ich tam już pełna suszarnia, a do ciebie Michałku mam prośbę...
Mówiąc to, leśnik zamknął drzwi i przy słabym dziennym świetle wpadającym przez małe zakurzone okienko napisał na kawałku papieru następujące słowa: „powała w suszarni nie przybita, na górze jest drabina i otwarte drzwiczki na pole, na około suszarni chodzi straż".
- Tę kartkę wsuniesz przez ścianę do środka suszarni, a po¬
dejdziesz od dębów, gdyż stąd podejście do suszarni jest nie¬
możliwe — rozumiesz.
— Rozumiem — odpowiedział Michałek leśnikowi i chociaż
zrobiło mu się trochę duszno, zadanie postanowił wykonać.
Oznajmiwszy Gustkowi i Bolkowi, że zaraz wróci, Michałek udał się do młodego zagajnika, z młodego zagajnika do dębów i próbował podbiegnąć do ściany suszarni.
63