- Boże, co ja teraz pocznę?! — zawołała wielkim głosem ucie¬
kinierka i wtuliła swą twarz w drżące dłonie.
- Co się stało, to się już nie odstanie, chodźmy przeto wszy¬
scy do cudownej panienki i pomodlimy siÄ™ o pomoc dla nas,
a także dla całego naszego narodu — rzekł starzec i, dźwignąw¬
szy się z przyściennej ławy, wszedł do izby, za starcem podrepta¬
li chłopcy, uklęknęli i wszyscy zaczęli modlitwę od słów: „Ojcze
nasz...".
Wstając od modlitwy, zapłakał staruszek, zapłakała uciekinierka z dziećmi, zmarkotnieli także trzej mali chłopcy, ale mimo wszystko rodzina zlepiona z wyroczni losu, trwała w nadziei, że dobry Bóg im dopomoże.
Następnego dnia młodzi rozbrojeńcy od zabudowań staruszka nie oddalili się wcale, tylko od czasu do czasu podchodzili miedzą do strugi, która z kolei przylegała do szosy i obserwowali ruch niemieckiego wojska, maszerującego dosłownie jak złowroga rzeka.
Około południa w wiosce pojawiło się kilku miejscowych gospodarzy przebywających na ucieczce, teraz właśnie przyszli oni na zwiady. Najpierw zatrzymali się w zabudowaniach leśniczówki, w chwili zaś kiedy jedna kolumna niemieckiego wojska przejechała, a druga była jeszcze daleko, przebiegli w poprzek drogę, dopadli pierwszych zabudowań Wojciecha Drelicha i tu się zatrzymali.
Ponieważ grupkę tę dostrzegli Gustek, Michałek i Bolek, podbiegli oni do starszych i zapytali:
- A gdzie reszta?
- Czekajcie, ma siÄ™ wam na dobre lanie, matki tam o was
lamentują, a wy tu się wałęsata jak złe dusze — wrzasnęła Magda
Sitkowa.
- Magda, dajcie spokój chłopakom — rzekł nieco zirytowa¬
ny Wojciech Drelich.
61