— Ale co? — zapytał Gustek.
— Baranie, ręce — rzekł Michałek.
— Hende bochl— powtórzył ze złością Niemiec.
Hocb to hoch — pomyślał Michałek i podniósł ręce do góry, za jego przykładem podniósł do góry ręce Gustek i Bolek.
— Was ist das? — wskazał Niemiec lufą pistoletu na zapazuchy
chłopców.
— Gruszki — odpowiedział bez namysłu Michałek.
Niemiec, słysząc słowa chłopca, podszedł do Gustka, wyciągnął mu z pod pasa koszulę, a gruszki pac pac na ziemię; to samo zrobił z Michałkiem i Bolkiem.
W kolumnie wojska powstał donośny śmiech.
Niemiec zaś, widząc piękne owoce, wskazał na migi ażeby je pozbierać i zanieść je do przyczepy motocykla, a następnie zmykać do domu.
— Co to się przydarzyło, że tak pędzicie? — rzekł zaciekawio¬
ny starzec Dziura do trzech wisusów, którzy znów zjawili się
w jego gospodarstwie.
— Dziadku, Niemcy! — wykrzyknęli Michałek, Gustek i Bo¬
lek chórem.
— Boże nasz, znów człek w niewoli, bodajbym niedoczekał
tej chwili — rzekł staruszek Dziura i z wrażenia usiadł na ławie.
Jeszcze starzec nie dokończył biadolenia, wtem potężny huk wstrząsnął ziemią, tak aż zajęczały w oknach szyby.
— Co to się dzieje? — odezwała się uciekinierka gdzieś
z wnętrza chaty.
— Coby!, most wysadzili, droga pani, i to nikt inny jeno na¬
sze wojska — w ten sposób utrudniają Niemcom wojowanie
— odpowiedział starzec.
— To już Niemcy są tutaj? — zapytała kobieta.
— Tak, droga pani, właśnie chłopaki mówią, że ich już widzieli — rzekł starzec.
60