kwiat dwóch puszcz
Rozdział 6 Wojna

- Dokąd oni tak jadą, ciągnie się to i ciągnie? — rzekł pół
szeptem Walenty.
- Chyba z daleka... — odpowiedział Michałek.
- Nie z dobrem to takie galopowanie, oj, nie z dobrem
- westchnął Walenty i na tym rozmowę skończono.
Chłopcy, pożegnawszy staruszka, udali się ku wiosce wąską ścieżyną biegnącą przez środek starego boru „Goiszcza", staruszek zaś podszedł do altanki, usiadł i zasnął.
Zanim jednak słońce schowało się za koroną lasu o nazwie „Turza Głowa", chłopcy doszli naprzeciw zabudowań ojców Bolka, usiedli
w rowie i naradzali się, czy wracać do staruszka Dziury, czy też przespać się w jednym z domów Gustka, Bolka lub Michałka.
Siedzieli wszyscy tak dłuższą chwilę i spierali się między sobą do tego stopnia, że Bolek i Michałek poczubili się dosłownie jak koguty.
- Pójdziemy do mnie — zawyrokował Gustek.
- Do mnie będzie bliżej — upierał się Bolek.
-Ani do ciebie, ani do Michałka — rzekł stanowczo Gustek.
- Patrzcie?! - krzyknął Michałek.
- Nasi? - rzekł Gustek.
- Aż popielato od kurzu — dodał Bolek.

- Chyba w oczach masz popielato! — zaśmiał się z Bolka
Gustek.
- Może to Niemcy? — rzekł cicho Michałek.
Nim jednak Michałek skończył wypowiadane przez siebie słowa, jadący pierwszym motocyklem zatrzymał pojazd, z przyczepy zaś wyskoczył żołnierz i krzyknął:
- Hende hochl
- Chłopcy, słysząc po raz pierwszy takie słowa, zbaranieli.
- Pewnie po swojemu przeklina — rzekł szeptem do Michał¬
ka Gustek.
- Nie, bo każe coś podnosić — rzekł Michałek.

59