kwiat dwóch puszcz
Rozdział 6 Wojna

— No to chodźmy. Widzicie ta grusza, to już po wojnie sa¬
dzona, tamta też, tamta pamięta jeszcze austriackie czasy, a ta to
jedyny gatunek w kraju, bo jak mówią, to sadził są własnoręcz¬
nie hrabia Hompesz — mówiąc to i owo, staruszek doszedł do
altany, wskazał chłopcom miejsce, sam zaś usadowił się w kącie,
oparł rękę na strzelbę, chwilę się zadumał, poczym podniósł gło¬
wÄ™ i zagadnÄ…Å‚:
— Powiedzcie mi, co tu właściwie robicie, kiedy wasi rodzice
przebywajÄ… na ucieczce?
— Przyszliśmy tak, z ciekawości — odpowiedział bez namy¬
słu Michałek.
— A, po prowiant przyszliście do mnie... — zaśmiał się sta¬
rzec.
— Niezupełnie, bo byliśmy też u dziadka Dziury — rzekli Gu-
stek i Bolek.
— A to z was bohaterzy — pokręcił filozoficznie Walenty,
a następnie dodał:
— Dziura też się nie ruszał?
— Nie — odpowiedzieli chłopcy.
— To mój druh, ten sam w nich duch co i we mnie, on też
przemaszerował pół Europy i uważa, że ma już dość poniewier¬
ki, tak jak i ja, ale światu wojny za mało... Oj wrogość, ta wro¬
gość...
Chłopcy nic nie odpowiadając, mimo woli spojrzeli w stronę pałacu, albowiem od strony dworu doszedł ich tętent koni i teraz właśnie tętent był tuż-tuż.
Istotnie, nie upłynęło parę sekund, a oczom stojącym ukazali się polscy ułani.
— Ułani! Nasi ułani! — wykrzyknęli chłopcy chórem i puścili
się pędem do parkanu.
Ułani zaś jechali kłusem, a ich okurzone twarze i mundury wskazywały na to, że musieli już przebyć daleką drogę.

58