Obejrzawszy się, spostrzegł stojącego na klepisku staruszka Dziurę z wielce zgorszoną miną, niebawem też dało się słyszeć jego słowa:
— Co wy wyprawiacie, diabły rodzone?!
Bolek, zorientowany w sytuacji, zeskoczył na klepisko i ile sił
w nogach wybiegł na podwórko, Gustek uczynił to samo. Jedynie Michałek, zajęty zbieraniem naręcza siana, pozostał w zapolu, a nabrawszy je, rzucił przed siebie dosłownie wprost na głowę starca.
— Żeby cię! — wykrzyknął starzec.
— Jak bicie, to bicie! - odpowiedział Michałek i spostrzegł¬
szy, że to nie Gustek, ale staruszek Dziura, stanął jak wryty.
— Za pięć zdrowaśki wszystko ma być w takim ładzie, jak
było przedtem — rzekł dziadek Dziura i wyszedł ze stodoły.
Ani za dwadzieścia do porządku nie doprowadzę — pomyślał Michałek. Mimo to, czując się winnym, wziął się do roboty, a kiedy był
w połowie pracy, dołączyli się do niego Gustek i Bolek, zawinęli się
i robotÄ™ wykonali starannie.
— Dziadku, macie w stodole, jak przed carską wojną — po¬
szedł zameldować do starca Gustek.
— Żeby to człowiek choć starość miał spokojną, oj smyki!
smyki! A że napracowaliście się, to posilcie się i jazda do swoich!
— mówiąc to, starzec udał się do izby przyrządzić śniadanie.
— Wyręczę was — rzekła w pewnej chwili do starca ucieki¬
nierka, widzÄ…c go krzÄ…tajÄ…cego siÄ™ przy kuchni.
— Dam sobie paniusiu radę, jadło wszystkim będzie smako¬
wało wybornie - bronił się starzec.
Rzeczywiście nie uszło kilku minut, barszcz napełnił zapachem całą izbę, wymknął się też do ogrodu, zmieszał z zapachem ziół, tworząc szczególny aromat, który dość często można było doznać w pobliżu wielu wiejskich zagród.
Nadszedł czas, że cała zbierana rodzina usiadła do posiłku i spożywała jadło z wielkim apetytem.
54