kwiat dwóch puszcz
Rozdział 6 Wojna

-Ja sobie gadu gadu, a pani z dziatowinami upada — rzekł, zorientowawszy się nagle, staruszek.
- Tak, bardzo jestem zmęczona — odpowiedziała uciekinierka.
- No chłopaki - do stodoły, a pani położy się na łóżku,
niech się pani nie obawia, pościel czysta, co dopiero powleczo¬
na, choć człek samotny, ale biedzie się nie daje — rzekł starzec
i zabrawszy chłopców, udał się z nimi na siano.
Ułożywszy się, staruszek mamrotał sobie coś pod nosem i od czasu do czasu kaszlał do tego stopnia, że spędzał znużonym chłopcom sen
z oczu z kretesem.
—Dziadku, nie moglibyście tak ciszej? — rzekł w pewnej chwili Gustek.
- Radbym, ale ta dychawica strasznie mnie męczy — odpo¬
wiedział starzec.
Lekki, chłodnawy wiatr, przenikając przez szczeliny w ścianie, niósł orzeźwienie, zaś w górze gwiazdy zaglądały przez szpary stodoły niczym zalotnice, uczepione firmamentu granatowego nieba stwarzały nastrój bajecznej błogości i były dosłownym ubarwieniem umęczonego świata.
Przyglądając się temu wszystkiemu, Michałek marzył i niezważał ani na chrapiącego dziadka, ani też na Gustka. W końcu sen obiął wszystkich i przeniósł w krainę sennych zjaw i baśni.
Kiedy się obudzili, staruszka na sianie już nie było, lecz krzątał się po podwórku i nucił nabożne pieśni: „Kiedy ranne wstają zorze".
Właśnie ta jego nieobecność doprowadziła do tego, że chłopcy poczęli dokazywać i szturchać się, a w końcu zaistniała między nimi dosłownie wojna, a naręcze siana fruwały niczym nawałnice.
Nagle jak Gustka coś nie utnie w siedzenie, tak aż chłopiec z bólu podskoczył do góry i zakrzyczał.

53