kwiat dwóch puszcz
Rozdział 6 Wojna

Nim jednak wstał z miejsca i zrobił pierwszy krok, Michałek i Gustek porwali wiadro i popędzili do studni. Nabrali wody, powrócili do domu z pełnym naczyniem i ustawili je na swoim miejscu.
— Wichry, nie chłopaki — bąknął z zadowoleniem staruszek,
a następnie zwrócił się do nich i rzekł:
— Chłopcy, na chwilę do sadu.
Później zwrócił się do uciekinierki i rzekł ponownie:
— Pani da znać, kiedy będzie można wrócić.
Kiedy niewiasta oznajmiła swoją gotowość, zebrani usiedli do stołu i teraz właśnie uciekinierka rozpłakała się na dobre. Michałkowi zadrgały policzki, dlatego też zagryzł wargi, jak mógł, lecz łzy same wtłoczyły się do jego ócz i spłynęły stróżkami po policzkach aż pod podbródek.
Staruszek Dziura, mając łzy w oczach, siedział posępny i starał się uciszyć młodą kobietę, niestety, nadaremnie.
Kobieta płakała, a on mówił:
— Widzi pani, od złego, jeżeli ma ono spotkać, to się nie
ucieknie, pani także się powinna zastanowić, czy się opłaci ma¬
leństwa tak poniewierać. U nas wszyscy pouciekali, domy i go¬
spodarstwa zostawili, ale wcześniej czy później też wrócą. Ja
sam tu jak palec zostałem, raz że człek stary, a drugie, to gdzie
człek ucieknie.
Dlatego radzę pani zamieszkać tu u mnie parę dni, rozglądnąć się
i może przekona się pani sama, że uciekać dalej nie warto.
O te smyki też pouciekali razem z rodzicami i już wrócili: człek jak ptak ciągnie zawsze tam gdzie jego gniazdo.
Młoda kobieta słuchając wywodów staruszka, spoglądała to na swoje maleństwa, to na chłopców', i nic się nie odzywając, prawdopodobnie
w duchu ważyła swoje przyszłe postępowanie.
Zmęczenie robiło jednak swoje, sen zamykał jej oczy żywcem, dziatowiny natychmiast spały z kromkami chleba w rączętach, jak dwa posążki.

52