— Dziadku, my tylko tak! — odezwał się Michałek.
— Ano, ja też tak...! - rzekł starzec.
— Nie uciekliście dziadku? — zagadnął staruszka Gustek.
— A po co? Człek stary, jak śmierć ma przyjść, to trafi tak tu,
jak i gdzie indziej — odpowiedział starzec.
— Może jesteście chorzy? — zapytał Michałek.
— Nie chłopysiu, jeno ze starości człek już słaby, a jak żeście
przyszli to chodźcie do środka, pomówimy trochę i narwiecie
sobie owoców — rzekł pojednawczo starzec.
Słysząc owe słowa, chłopcy podeszli do starca, jak przystało na przyzwoitych gości, i usiedli wszyscy obok niego na przyściennej ławie.
— Nie przebywacie na ucieczce? — zapytał przybyłych sta¬
rzec Dziura.
— Już trzy dni — odpowiedzieli chłopcy razem.
— To skąd was tu smętek przynosi? — zapytał starzec.
— Eee... nie — wypierali się chłopcy.
W zamian odpowiedzi staruszek Dziura przymrużył oczy i poruszał znacząco wąsami, a następnie rzekł:
— No dobrze, a kto tam jest i jak się wam powodzi?
— Dobrze się powodzi — odpowiedzieli malcy jednym gło¬
sem.
— Nic się nie robi — dodał Gustek.
Moi kochani, to tak jak dla młodej pary wesele, jeden dzień dobrego, a później całe życie harówka — rzekł pouczająco starzec.
— Że wojna, to my dziadku wiemy, bo nam konie pozabijało
— rzekli chłopcy.
— Widziałem też bombardowanie na stacji - dodał Micha¬
łek.
— To, co żeście przeżyli, jest tylko początkiem, jaki będzie
koniec, jeszcze nie wiadomo... — skonstatował starzec.
— Hmm... — westchnął Bolek.
50