kwiat dwóch puszcz
Rozdział 6 Wojna

Wróciwszy do domu, Michałek zastał tym razem wujnę i Weronkę, jak ładowały pośpiesznie najpotrzebniejszy sprzęt na furmankę, a kiedy się ściemniło, brat wujny przyprowadził swojego konia i wyruszono na ucieczkę. Przed i za nimi jechali inni miejscowi uciekinierzy, ci nie popędzili od granicy do granicy Polski jak tamci, ale zatapiali się w sandomierskiej puszczy, w z góry uplanowane miejsce, niczym Cyganie na okres planowanego boju na Sanie.
W miarę przebywania drogi, ciemność nocy ogarniała ziemię coraz bardziej. W tej chwili kierunek marszu można było rozpoznać jedynie po wąskiej ścieżynie gwieździstego nieba, dzielącego ciemny las na dwie części.
Od czasu do czasu kolumna uciekinierów wyłaniała się na wolną przestrzeń, wówczas to świat zdawał się weselszy, gwiazdy zaś w ciemnym granacie, rozsiane niczym stokrotki, jakby się uśmiechały do wszystkich jednakowym subtelnym światłem. Zbliżywszy się do obozowiska, już z dala słychać było bytowanie wcześniej zgromadzonych tu ludzi i zwierząt, tu i ówdzie tliły się rozpalone ogniska.
Zaściańska, Weronka i Michałek ulokowali się na wzgórzu porośniętym rzadkim sosnowym lasem, obok nich zaś obozowisko rozłożył Grzegorz Grząska. Był to chłopina dobry wielce, ale narwaniec nie z tej ziemi, a że bydło mu się rozłaziło, klął aż trzeszczało; natomiast bydło jak to bydło umykało mu z rąk we wszystkie strony. Najgorszy był byczek, choć najmniejszy z całego stada cieliczek, drań przebrał miarę i z tego powodu poniósł zasłużoną karę. Siepnął niecnota żoną Grzeski —Jagną, ale tak, że Jagna wpadła głową z bagno, a że odzienie miała ubogie, pokazała publiczności nogę.
Grzegorz Grześka krzyczał:
— Laboga ratować mi babę!
Niedługo, a chętni chłopi wyciągnęli Jagnę Grzęskę niczym żabę, byczek zaś, jakby nigdy nic, skubał sobie opodal trawę.

48