— Zapominasz, kochana, że egoizm jest motoryczną siłą in¬
wencji człowieka, to też zmysł wpojony przez Boga — rzekł Mi¬
chał.
— Gdyby człowiek był tylko zwierzęciem, zgadzam się, ale
człowiek jest istotą wyższą, człowiek posiada sumienie — odpo¬
wiedziała Mariola.
— Masz rację, tylko człowiek silnej woli potrafi okiełznać
pobudki egoistyczne i postępować zgodnie z sumieniem — skon¬
statował Michał.
— Ja też jestem tego zdania — potwierdziła Mariola.
Na tym rozmowa pomiędzy dyskutującymi małżonkami się skończyła. Mariola zagłębiła się w trzymaną na kolanach książkę, Michał zaś wodził swym wzrokiem za igrającą na trawniku córeczką i cieszył się wielce, po prostu był swym rozkwitającym małym bóstwem upojony. A kiedy zmierz począł okrywać ziemię, Mariola spojrzała na zadyszaną ptaszynę i rzekł:
— Alenko! — już czas do domu.
Tak, Alenka była wielce kochanym dzieckiem obojga rodziców, była też wyrazem wielkiej wdzięczności pani Magierowej za to, że tamta Alena, która przebywała gdzieś w Grecji, potrafiła poświęcić własną miłość i uczucie dla jej szczęścia, o jakim nawet nie śniła.
Kim natomiast była Alenka dla inżyniera Magiery, wiedział tylko on sam...
Była iskierką utraconej miłości, którą jeszcze dziś nad wszystko uwielbiał, miłości czystej i nieskalanej. Mając ową ptaszynę noszącą imię tej miłości inżynier Magiera nie musiał się uciekać do gwiazd, albowiem miał gwiazdkę żywą, którą mógł pieścić i tulić do swego ojcowskiego serca, i kochać, kochać bez końca.
Tylko czasami wybiegał myślą hen, aż do kraju bogini miłości, do Grecji, bo mimo wszystko tęsknił.
Nie wiedział bowiem, że po kilku latach ubolewania Alena poznała cudzoziemca i stanęła z nim w tym samym miejscu na
Akropolu, i doznała tu drugiego wzruszenia do miłości, ale już chłodnej i wyrachowanej. Nieco później zawarła ślub, a jeszcze później urodziła synka i dała mu na imię Róża. Kiedy zaś synek dorósł i stał się młodzieńcem, Alena Asterstain rzekła:
— Gdybyś, synu, odwiedzał polską krainę i znalazł w niej
dzieweczkę imieniem Alena, pamiętaj, że to ta, która mogłaby
dokończyć miłości moich młodzieńczych lat.
— Innymi słowy moja żona...
— Tak synu!
471