kwiat dwóch puszcz
Rozdział 6 Wojna

zaś ziemi słychać było syk i trzask palącej się karpiny kalafonii i terpentyny, a niekiedy także detonację. Wojskowi sanitariusze i sanitariuszki biegali z noszami i zbierali plon niemieckiego nalotu.
W pamięci Michałka z owego nalotu utkwił na zawsze jeden szczegół, była nim mała dziewczynka. Leżała ona na wojskowych noszach, przykryta kocem, i wydawała ostatnie tchnienie. Obok niej klęczeli rodzice, zaś oczy ich wlepione w postać dziecka, pół przytomne i na wpół obłąkane, zalane były łzami. Patrzyli oni oboje na zachodzące słoneczko ich wzajemnej miłości, które zgasło na zawsze tak cicho, jak ciche było jej dziecięce życie.
- Prawie całą Polskę przeszłaś dziecino, aby uzyskać upra¬
gniony pokój i tu hiderowska ręka cię dosięgła — rzekła matka.
— Karolinko, pociecho nasza jedyna — szeptał błagalnie oj¬
ciec takim głosem, że wycisnąłby łzę z kamienia.
Niestety, Karolinka jeszcze raz, ostatni raz spojrzała na swoich rodziców, lekko się uśmiechnęła, ściszyła bolesny oddech i zgasła. Michałek, stojąc na uboczu i patrząc na owe widowisko - zapłakał, a w sercu jego wzbudził się dziecięcy bunt, nie tylko przeciw Niemcom, ale w ogóle przeciw całemu światu, i z buntem tym wyruszył ku domowi. Idąc leśną ścieżyną przez stary bór „Goiszczem" zwany, w pewnej chwili natknął się na kilka wojskowych samochodów, z których żołnierze zdejmowali drewniane skrzynie i składali je na jeden duży stos.
Zaciekawiony owym widokiem Michałek przystanął i patrzył. Z zachowania żołnierzy widać było, że się spieszą. Ułożywszy ów stos, oblali go benzyną i podpalili. Po chwili stos buchnął dużym, jasnym płomieniem, a po niedługim czasie przekształcił się w jeden duży jęzor sięgający wierzchołków drzew. Obok samochodów pozostały jednak jeszcze cztery skrzynie i skrzyń tych nie palono, ale wyniesiono do niedużego młodnika sosnowego na południe od drogi i w tajemnicy zakopano.

47