Mariola była szczęśliwa i rozpromieniona, w jednej chwili zrzuciła z siebie imię Krystyna, nie jedzie taksówką, ale leci z utęsknionym do swojego mieszkania na skrzydłach.
— Dość przyjemnie urządziłaś swoje gniazdko — rzekł inży¬
nier Magiera, gdy wraz z Mariolą otworzyli drzwi i wszedł do
mieszkania.
— W miarę możliwości, niemniej kiedy wróciła mi pamięć
i mogę sobie przypomnieć moją przeszłość, stwierdzam, że to
jest jeszcze niczym w stosunku do tego, co miałam w rodzin¬
nym pałacu — odpowiedziała Mariola.
— Masz rację, byłaś przecież hrabianką — rzekł inżynier Ma¬
giera.
— Tak, mimo świetlanego życia jakie miałam, byłam półsie-
rotą, nie miałam matki. To tak, jak stanąć przed bramą raju: wi¬
dzi się go, ale jest nieosiągalny - odpowiedziała Mariola.
— Rozumiem cię moja droga, ale z czasem otoczenie do¬
brych przyjaciół łagodzi ukryte cierpienia - rzekł inżynier Ma¬
giera.
— Do pewnego stopnia ukojenie i pociechę odczuwałam od
mojego przyjaciela, jakim był ubogi chłopiec. Nie wiem, kim on
był naprawdę, lecz w moim pojęciu został na zawsze Grzybia¬
rzem, wiązało się to z pewną okolicznością w jakiej go pozna¬
łam. Niestety, biedny Grzybiarz dostał się w czasie okupacji
w ręce gestapo i został zabity. Niedługo po Grzybiarzu straci¬
łam również panią guwernantkę, domyślam się, że powodem był
mój Grzybiarz. Pozostając sama, zasklepiłam się w sobie, a je¬
dyną moją uciechą było wymykanie się na pobliski cmentarz
i składanie bukietów z kwiatów na jego grobie. Myślałam, że
jakby żył i bylibyśmy już duzi, wówczas zostałabym jego żoną
i bardzo byśmy się kochali. Na pewno jesteś zgorszony tą moją
wypowiedzią, ale jestem szczera i taką chyba pozostanę; może
jest mi z tym źle, lecz cóż ja na to poradzę - rzekła Mariola,
a w oczach jej pojawiły się łzy.
459