Wróciwszy do kraju inżynier Magiera zdał sprawozdanie w dyrekcji handlu zagranicznego, a następnie powrócił do swego zakładu i zabrał się uczciwie do pracy, której pod jego nieobecność naskładało się co niemiara. Zrodzona myśl na Akropolu greckiej świątyni o odnalezieniu Marioli nie dawała mu spokoju do tego stopnia, że stała się dlań wręcz chorobliwa. Myśli o Marioli trapiły nie tylko jego zmysły, ale również i serce do tego stopnia, że myśl ta przychodziła doń w czasie dumań, przychodziła we śnie i nie dawała mu ani chwili wytchnienia.
Będę próbował iść po jej śladzie, najpierw na własną rękę, a jeżeli nie odnajdę jej w ten sposób, zwrócę się do Czerwonego Krzyża — pomyślał inżynier Magiera.
Postanowienie to stało się szczególną motoryczną siłą do działania. Niestety, uparte poszukiwania doprowadziły przygodnego detektywa do Krakowa, na ulicę Karmelicką 11, i tu dalszy ślad po małej Marioli Koronowskiej zaginął. Nie dały też żadnych rezultatów poszukiwania przy pomocy Czerwonego Krzyża. Listy od Aleny zaś przynosiły inżynierowi Magierze wielką miłość, wierność i jej bezgraniczne duchowe cierpienie.
Czyż mam zaniechać dalszych poszukiwań Marioli - pomyślał inżynier Magiera, a, po ułamku sekundy zrodziła się w nim inna myśl.
449