kwiat dwóch puszcz
Rozdział 6 Wojna

— To nie ptaki, to samoloty! — krzyknął z podnieceniem
w głosie Gustek.
Samoloty zaś stawały się coraz większe i większe, a warkot jęczących motorów zmącił leśną ciszę do tego stopnia, że zagłuszył zupełnie koncert rozćwiergotanych ptaków i nic nie było słychać tylko: rzę, rzę, rzę, rzę, rzę...
Beztroskie twarze chłopców przybrały wyraz dużego zaciekawienia, ciesząc się widokiem, poczęli machać rękami, wtem ku ogólnemu zdziwieniu, samolot lecący na ostatku klucza, skierował lot w kierunku ziemi.
— Coś mu wypadło?! — krzyknął Gustek.
— Tak, coś zgubił?! — wypowiedzieli chórem pozostali chłopcy,
Teraz przedmiot ów z przeraźliwym świstem i szaloną szyb¬
kością mknął ku ziemi, a osiągnąwszy ją zmienił leśną ciszę
w istne piekło ognia i dymu. Dym niczym piekielna zmora przy¬
słonił ustronie polany, przysłonił błękit wrześniowego nieba,
przysłonił też promieniste słońce, a świat zdawał się być czelu¬
ścią straszliwej otchłani.
— Nasze konie?! — wzniósł okrzyk Michałek.
Pozostali chłopcy półprzytomni, wygrzebawszy się spod sterty siana, stanęli obok Michałka i pytali jedni przez drugich:
— Co to się stało, co się stało?
Zamiast odpowiedzieć Michałek bez słowa wskazał na leżące pokotem konie i ogromny, świeżo wyryty dół.
Konie Gustka, Michałka i Józka leżały w bezruchu, koń Bolka zaś podnosił łeb i próbował wspierać się na przednich kopytach. Niestety, wysiłki jego były nadaremne, pomęczywszy się, opuścił łeb, wyprężył się i zdechł.
Chłopcy, nie wiedząc co się stało, stanęli w skupieniu niczym stadko owiec i płakali rzewnym głosem. Wtem Bolek, nic nie mówiąc, ruszył pędem ku wiosce, pozostali pobiegli za nim, a będąc już na łąkach, spotkali się z grupą zaciekawionych ludzi; jeden z nich zapytał:

44