kwiat dwóch puszcz
Rozdział 36 W Grecji

zerwał się z miejsca niczym dziki wierzchowiec i pomknął piękną asfaltową szosą ku nieznanemu Polakom miastu.
— Miałem i ja w swym życiu przygodę z baranami i ich pa¬
stuchem, byłem wtedy jeszcze małym chłopcem — rzekł inży¬
nier Magiera, a na myśl powróciły mu dawne wspomnienia i nie
opuszczały one go aż do czasu, kiedy zjawili się na jednej z ulic
Kokinon.
Załatwiwszy formalności z hotelem Grek i Polacy udali się do restauracji, spożyli obiad i, rozmawiając, zatrzymali się do późnych godzin wieczornych. Następnego dnia inżynier Magiera obudził się dość wcześnie, nawet magister Sosiński miał trochę krytycznych uwag co do jego zapału, ale skończyło się na tym, że spożyli śniadanie w obecności szefa greckiego handlu zagranicznego, tuż po tym wszyscy udali się do fabryki Curusa.
— Mam zaszczyt przedstawić panu, panie Curusie, przedsta¬
wicieli polskiego handlu zagranicznego — rzekł grecki handlo¬
wiec i wskazał fabrykantowi Polaków z wielką grzecznością.
— Oczekujemy państwa już od miesiąca — rzekł z wylewną
uprzejmością fabrykant.
— Otóż i jesteśmy — odpowiedział w języku angielskim ma¬
gister Sosiński.
— Wiedziałem o tym, że z tobą nie będę miał kłopotu
— rzekł poufale szef greckiego handlu zagranicznego do Curu¬
sa, takim tonem, jakby mówił do najbliższego przyjaciela.
— Słowo jest słowo — odpowiedział Curus, a następnie zwrócił
się do Polaków:
— Miałem i mam wielki szacunek do waszego narodu, dlate¬
go też cieszę się bardzo, że mogę panów jako Grek powitać pod
swoim dachem.
— Cóż, nic specjalnego nie uczyniliśmy jako naród, przeżyli¬
śmy tylko jedną z najbardziej totalnych wojen i to wszystko
- odpowiedział magister Sosiński.

419