Armie, słysząc generalskie przykazania, przerwały walkę, a wojownicy spoglądali na siebie spode łba i czekali wyroku ichmości, Macieja Osęki i Walentego.
Ogrodnik tymczasem sprawdził spustoszenia na zagonie i rzekł:
- Co ja mam zrobić z tymi łajdakami?
- Hm... Jak jest wojna i przestanie front, najpierw opatrujÄ…
rannych, potem uprzątająpobojowisko, w końcu strony się godzą,
albo zaczynajÄ… od nowa.
Tak też trzeba uczynić, a że młokosy jedne żółtodzioby pstro mają w głowie, nałóż im maluczką karę i basta, będzie to lepiej dla ciebie i dla mnie - odpowiedział Walenty.
- R-radzisz tak, W-walenty, niech t-tak będzie — zgodził się
ogrodnik.
-Do sadzawki, obmyć się, tylko w zgodzie, bo jak nie, to ja zacznę strzelać ze swojej pukawki, a wiecie co w niej siedzi!
- rzekł Walenty do ociekających jeszcze posoką chłopców.
- Widzisz, Macieju, jak to z tymi młodymi urwisami, wytłu-
kłoby się jak koguty — rzekł Walenty z kolei do ogrodnika.
- Ko-ko-ko-guty!, d-dobre mi-mi to, a-ale jak t-też t-to z-
zrobić ż-żeby ich ukarać, p-p-prze-przecież im n-nie p-podaruję
- powtarzał, przychodząc do równowagi ogrodnik, Maciej Osęka.
- Podaruj - rzekł Walenty.
- Hm... - zamruczał nieprzejednany Maciej i na tym cała
rozmowa pomiędzy generałami została zakończona.
41