— Oto, panie inżynierze, pańskie obowiązki — rzekł inżynier
Srebroniewski, wręczając inżynierowi Magierze wykaz obiektów,
na których miał sprawować nadzór.
Mijały dni i tygodnie, a wraz z umykającym czasem przybywało w adaptowanych obiektach maszyn i urządzeń. Inżynier Magiera, zajęty pracą tak w dzień jak i wieczorami, jakoś mniej uciekał się do gwiazd i mniej tęsknił za Aleną. Ba! Były dni, że inżynier Magiera nie mógł znaleźć chwili, aby spojrzeć na gwiaz¬dę miłości, bo kiedy noc była pogodna, on czas miał zajęty pracą, kiedy zaś skończył ją, sen zamykał mu powieki, a czas umykał szybko i niepostrzeżenie.
— Gdybyś wiedziała Aleno jak ja bardzo jestem zajęty pracą,
zaczął od tych słów inżynier Magiera pisać list i zatrzymał się
w pół zdania. Cóż ona o mnie sobie pomyśli, jeżeli piszę jej
o większym zachwycie do pracy niż do niej? - rzekł sam do sie¬
bie inżynier, więc przekreślił napisane zdanie i rozpoczął pisanie
listu od nowa.
Czyżby błyszczące nowym lakierem i chromem maszyny, były dla mnie pasją większą niż nasza wielka miłość — pomyślał.
Innym razem stał obok rozkonserwowanego automatu wieloczynnościowego i patrzył na ruch wirujących elementów, bowiem zdawało mu się, że on i wielu podwładnych mu ludzi dają tym martwym przedmiotom jakieś swoiste życie. I o ile mały Michałek w dzieciństwie więcej zajmował się przyrodą, tak teraz inżynier Michał cieszył się dosłownie
z każdego uruchomione¬go elementu maszyny jak z zabawki, mało, był wprost swoją zdobyczą zachwycony.
Pewnego dnia inżynier Magiera i inżynier Srebroniewski zostali wezwani do dyrektora technicznego. Idąc do biurowca po drodze rozmawiali o wzajemnych sukcesach i trudnościach, będąc już przy budynku inżynier Srebroniewski rzekł:
— Co też tam dziś stary wymyślił?
409