i nawet nie zauważył, że strzał był celny i to tak celny, że Staszka Stanowskiego dosłownie zamroczyło.
Teraz mały bohater biegł w poprzek drogi, nagle przeszkodę stworzył mu dość szeroki i głęboki rów. Widząc ów rów Michałek poderwał się do skoku, wtem jak nie stuknie go coś w głowę tak, że chłopiec, nie pokonawszy przeszkody, spadł w sam środek kanału. Poderwawszy się, Michałek wyskoczył na brzeg i biegł dalej, nagle odwrócił się i wypuścił chwyconego na prędce pomidora i... cel był dobry, tak dobry, że przeciwnik, dostawszy w twarz, usiadł, a że Stasiu Stanowski był dość twardą sztuką, otarł nos z czerwonego soku, wstał i popędził za Michałkiem wzdłuż rowu dosłownie ze zdwojoną szybkością.
Wtem terach! Tuż obok Michałka wylądowało dwóch nowych wojowników, a byli nimi: Bronek Ogon i Władek Nienajadło.
Michałek, nie zwalniając, gnał samym środkiem łanu pomidorów, chwytał co chwilę warzywo i bronił się rozpaczliwie. Na szczęście w walce tej nie był osamotniony, gdyż Bronek Ogon stanął po jego stronie, do Staszka Stanowskiego zaś przyłączył się Władek Nienajadło. Posoka lała się strumieniami, to czerwona, to zielona, do tego stopnia, że po paru minutach nie można było poznać, który jest który. Wtem między walczące strony, wpadli dwaj generałowie: dziadzio Walenty
i ogrodnik, Maciej Osęka.
Niestety, nim generałowie dobiegli do wojowników, jakiś zabłąkany pomidor dosięgnął kapelusza ogrodnika z taką siłą, że strącił generałowi z głowy wyświechtane nakrycie, a pomidor rozbił się w strzępy.
— Cho-choler-ry p-psia k-krew! Co wy w-wyprawiacie, t-te-
raz chyba was pow-wywieszam jak p-psów, łajdaki — wrzasnął
gromkim, chociaż nieco urywanym głosem Maciej Osęka.
— Już ci... - dodał Walenty.
40