kwiat dwóch puszcz
Rozdział 34 Powrót Aleny

- Lepiej odpocznij, proszę. Ja niedługo wrócę — oświadczy¬
ła Alena.
- Dobrze, zaczekam — zgodził się Curus.
Uwolniwszy się od niechcianego narzeczonego, Alena wyszła do swojego pokoju, przebrała się i wyszła wolnym krokiem ku brzegowi jeziora. Wsiadła do łodzi, odbiła od brzegu i, poruszając lekko wiosłami, skierowała się ku środkowi błyszczącej w świetle księżyca wody. Spojrzawszy ku gwieździe miłości jej i Michałka, Alena wstrzymała ruch wioseł, wsparła głowę o burtę, a myślą wybiegła do chwil spędzonych z ukochanym w Paryżu.
Boże, dlaczego tak bardzo muszę cierpieć z powodu naszej nieszczęśliwej miłości — westchnęła, a w oczach pojawiły się łzy
i spłynęły niczym dwa strumyki po jej pięknych licach, ginąc gdzieś na dnie łodzi. Czółno błądziło po srebrzystej tafli, a Alena ciągle myślała i marzyła. Nasyciwszy się ciszą, zdjęła z siebie odzienie, skoczyła do wody i pozostała pod jej powierzchnią przez dłuższą chwilę.
Merisandisowie, będąc pewnymi, że młodzi rozmawiają, byli podnieceni, chociaż różne mieli nastroje; Merisandis chciał nawet podsłuchać, jakaż to jest ich rozmowa, lecz został przez żonę powstrzymany.
- Najpierw doprowadzasz do zbliżenia, a teraz bawisz się
w romantycznego detektywa, to nie wypada — rzekła Merisandi-
sowa.
- Wypada, nie wypada, ważny interes — odciął się Merisan¬
dis.
- Faktycznie, cicho tam jak makiem zasiał — rzekła Merisan-
disowa.
Merisandis spojrzał przez dziurkę od klucza i rzekł:
- Wszystkie świętości! Curus trzyma Aleny garderobę. Chy¬
ba coś tam między nimi niewyraźnie mówiłaś, że młody Curus
nieśmiały, a moim zdaniem zbytnio śmiały.

399