kwiat dwóch puszcz
Rozdział 5 Przyjaźń

- Pewnie — odpowiedział Michałek i przycisnąwszy kalitkę
do boku, udał się do bocznej furtki, przeszedł ją i pobiegł pę¬
dem w kierunku wioski.
- Gdzie to do tego czasu?! — gruchnęła na Michałka Za-
ściańska w chwili, gdy on ledwie przekroczył bramę podwórka.
- Zatrzymałem się chwilę u dziadka Walentego — tłumaczył
się Michałek.
-Włóczykiju, ukrócę ci tego wałęsania! — krzyknęła Zaściańska i na tym jej rozmowa się skończyła.
Innym razem, wracając ze szkoły, Michałek zauważył staruszka Walentego rozmawiającego z ogrodnikiem, a kiedy był tuż naprzeciw nich, Walenty obejrzał się i zakrzyczał: hej chłopcze, hej chłopcze!
Michałek, słysząc wołanie, niewiele myśląc przeskoczył płot i podszedł do starców.
- Masz chłopcze chwilę czasu, to rwij jabłka, pan ogrodnik
zapłaci ci a na dodatek dostaniesz owoców — rzekł Walenty.
- Dobrze, a gdzie rwać? - zapytał Michałek.
- O tam - wskazał ręką ogrodnik.
- To dobrze - rzekł Michałek i poszedł we wskazanym kie¬
runku, doszedłszy zaś dołączył się do dryblasa Staszka Stanow-
skiego i nosił kosze z jabłkami dosłownie jak fryga.
Parę koszy chłopcy przenieśli w zgodzie, naraz niby to naumyślnie, niby to w żartach, Stanowski szarpnął koszem tak, że Michałek pojechał po murawie nosem niczym poduszkowiec.
Niewiele myśląc, Michałek chwycił kilka jabłek i wyrżnął dryblasa w bary tak, aż tamten się skrzywił. Teraz właśnie Staszek Stanowski puścił się za Michałkiem w pogoń. Chwilę obaj chłopcy biegali wokół grubej starej gruszy, naraz Michałek oderwał się od drzewa i wleciał w łan pomidorów. Odwrócił się i stwierdził, że napastnik biegnie tuż-tuż. Celem przystopowania napastnika Michałek odruchowo wypuścił trzymane w ręce jabłka

39