-Jestem dobrej myśli, a przyszłość wszystko pokaże — rzekł Michałek, po czym ujął Alenę pod rękę i poszli w kierunku St. Maurse.
Okres nauki ostatniego roku studiów mijał szybko, nawet bardzo szybko, nastąpił wreszcie dzień, kiedy Alena i Michałek
o oznaczonej godzinie udali siÄ™ na bankiet zorganizowany przez
absolwentów z okazji ukończenia studiów w Sorbonie.
Alena była piękna, mało — wspaniała, aż dziw bierze, że Doskonałość potrafi oprócz kwiatów stworzyć taki wspaniały okaz osobowości. Michałek zaś, młodzieniec nieco od Aleny wyższy wzrostem, o jasnych, błyszczących włosach, pięknej budowie ciała, był żywym odzwierciedleniem słowiańskiej rasy - cichej, spokojnej, statecznej
i nieubłaganie pewnej siebie; dominował nad wszystkimi swymi rówieśnikami.
Urok chwili, do której przyczyniła się bliskość Aleny, dyplom inżyniera i dźwięk orkiestry sprawiły na Michałku takie wrażenie, że chwilami pragnął wymknąć się myślami hen wstecz
i przejrzeć drogę swego życia, próbował też skonfrontować tę
drogę z tym, co przeżywa obecnie. Nie mógł wprost uwierzyć,
że los będzie dla niego tak łaskawy.
Bawiąc się, oboje zakochani dostrzegali, że szczęście ich w wielu wypadkach jakoś drażniąco wpływa na grono kolegów. Jednak w miarę upływu czasu, urok balu zaczął szarzeć i przygasać, siły topniały, nadeszła też chwila, kiedy orkiestra zagrała pożegnalnego marsza,
a marsz ten oznaczał również pożegnanie się obojga zakochanych,
a także pożegnanie Paryża.
Odprowadzając Alenę do jej mieszkania, Michałek był zdecydowany na wszystko. Niestety, Alena intuicyjnie czując postawę ukochanego, uścisnęła go z całych sił, ucałowała i niczym dzikuska zerwała się do ucieczki. Jednak przytrzymana mocnym chwytem przez Michałka, pozostała na chwilę w jego ramionach, a on rzekł:
—Teraz wiem czym jesteś naprawdę, teraz wiem, jak cię cenić.
389