Od tej chwili Alena była warta w oczach Michałka tysiąckroć tyle, na ile ją oceniał poprzednio, teraz polubił ją nie za majętność o jakiej wspomniała, ale za to, że mimo bogatego pochodzenia była jedną
z najskromniejszych dziewcząt na uczelni. Uwielbiał ją za to, że chodziła za nim jak cień, a mimo to cierpiała i cierpiała.
Wieża Eiffla stała się symbolem ich wspólnej miłości, a schodząc
z niej, zdawało się obojgu, że schodzą z obłoków na ziemię po to, aby po chwili zatopić się w nurt ludzkiego życia i zgubić w nim niczym
w żywej plazmie. Złączeni sercem, a zagubieni wśród wielkomiejskiego tłumu, Alena i Michałek myśleli jedynie
o sobie i wspólnym szczęściu. Szczęście to trwało jednak krót¬
ko, bardzo krótko, bo dosłownie jedną dobę.
W tej właśnie chwili pociąg ruszył i nabierał coraz to większej szybkości, jadąc, rozdzielał obojga zakochanych coraz dalej
i dalej. Alena chciała coś krzyknąć, lecz się powstrzymywała, wie¬
działa bowiem, że to już bezcelowe, gdyż jej ukochany głosu by
nie usłyszał. W parę godzin później, tkwiąc przy iluminatorze
samolotu, Alena patrzyła na rozpościerający się Paryż i oddala¬
jącą się wieżę Eiffla, a w myślach upajała się zrodzoną tam wczoraj
miłością - tą niewidzialną siłą, która jest, a nie ma jej, głaszcze
serce, a z oczu wyciska łzy tym boskim nektarem, który nie tylko
rodzi pożądanie, ale rodzi też wielką miłość duchową.
Nastąpił okres wytchnienia, Alena wyczerpana nauką większość czasu spędzała na werandzie swej luksusowej willi, uczepionej niczym gniazdko na zboczu skał, Michałek odpoczywał pracą na roli, czasami siedział z Zaściańskimi na miedzy i spożywał posiłek.
— Pewnie żeś wiele ciekawych rzeczy widział w świecie
- rzekła Zaściańska, podając Michałkowi kubek mleka i pajdę
razowego chleba.
— Ciebie tam posłać! — rzekł Zaściański do swej żony, nieco
docinkowym tonem.
379