kwiat dwóch puszcz
Rozdział 5 Przyjaźń

- To ślicznie, mój mały bohaterze, cieszę się też, że jesteś
dzisiaj naszym gościem.
-Jaki ja tam gość - rzekł Michałek i od niechcenia przesłał ku guwernantce łobuzerskie spojrzenie.
Guwernantka, nic nie odpowiadając, uśmiechnęła się, a następnie wyjęła z torby filiżanki, ustawiła je na stoliku, napełniła złocistym płynem, na serwetce zaś ułożyła pachnące ciasto i rzekła:
- Proszę, poczęstujcie się.
Częstujcie się, to się częstujcie — pomyślał Michałek i bez żadnych ceremonii wziął ciasto do ręki i jadł z wielkim apetytem. Jedząc już drugie ciastko, usłyszał czyjeś kroki i prawie natychmiast w wejściu do altany ukazała się postać hrabiego Koronowskiego.
- Tatusiu, jak bardzo się cieszę, że mogę się bawić z Grzy¬
biarzem, dziś jest już drugi raz u nas w ogrodzie — rzekła mała
hrabianka, nie dając ojcu dojść do słowa.
- A to bardzo ciekawe moja panienko, że jeszcze nie doro¬
słaś, a już kawalerowie cię odwiedzają, i to tak romantycznie
w altance... — zaśmiał się hrabia.
-Ja bardzo przepraszam, ja do swoich obowiązków — wyjąkał Walenty i podniósł się z zajmowanego przez siebie miejsca.
- Walenty... pozostańcie — rzekł hrabia, a następnie zwrócił
siÄ™ z zapytaniem do guwernantki.
- Czy mogę mimo wszystko wiedzieć, skąd ta przyjaźń?
- Otóż chłopiec ten, a właściwie „grzybiarz", jak się wyraża
waszej ekscelencji córeczka, parę dni temu kąpał się w pańskim
strumyku, prawdę mówiąc, jak się wypowiedział, łowił ryby.
Myśmy wówczas z Mariolą były na spacerze, patrzymy, a w stru¬
myku na zakolu ktoś się chlapie. Poprosiłam stangreta, aby za¬
trzymał konie, zeszliśmy z bryczki, przeszliśmy łąkę i oto ujrze¬
liśmy właśnie tego chłopca. Okazało się, że dostał nieborak od
staruszka Walentego ze strzelby solą, a ponieważ bardzo go piekła,

37