wesołym, po tylu przeżyciach i cierpieniach, niestety popadł w jakąś nieokreśloną zadumę. Siedząc samotnie przy stoliku, wodził oczyma po tańczących parach i pragnął w tym wszystkim znaleźć pociechę ducha wynikającą z ludzkiego losu, jakąś wzniosłą, nieuchwytną i banalną.
W pewnym momencie wzrok jego spoczął na dwóch panienkach siedzących
w przeciwległym kącie sali, przy których orędował złoty blondynek, niegdyś wróg numer jen, dziś najlepszy jego przyjaciel. Widząc smutek Michałka, złoty blondynem wstał, podszedł spacerowym krokiem wraz ze swoimi partnerkami i rzekł:
— Taka piękna i wielka chwila, a ty siedzisz i marzysz o czymś
spoza światów...
— Wystarczy, że wy macie partnerki, między dobrymi kole¬
gami to i ja może nie zginę — rzekł z uśmiechem Michałek.
— Na mnie możesz liczyć jak na Zagłobę — odpowiedział
półżartem złoty blondynemk.
— Na przykład, gdybym pragnął zatańczyć z twoimi panien¬
kami? — zaśmiał się Michałek.
— Kolega naprawdę wart tego, żeby z nim zatańczyć — za¬
śmiała się panienka przedstawiająca się jako Irena.
— Dziękuję za uznanie i zapewniam również, że moim za¬
szczytem jest zatańczyć z koleżanką, niemniej zasmuca mnie fakt,
iż druga koleżanka pragnień mych nie aprobuje.
— Nie wybieram, tańczę z każdym, kto mnie poprosi - od¬
powiedziała szatynka o pięknych jak wiśnie oczach.
— Moim zdaniem wy oboje stanowilibyście dobraną parę,
jesteście skromni i skryci — rzekł półżartem złoty blondynek.
Michałek mimo woli spojrzał na panienkę, jakby chciał sprawdzić, czy to, co mówi złoty blondynek, jest prawdą. Tamta, widząc zachowanie Michałka, spuściła ku ziemi oczy i westchnęła. Już po pierwszym wejrzeniu Michałek poczuł, że właśnie owa szatynka trafiła w struny jego serca bardzo i od tego momentu
369