sobie wykuć i trzeba bardzo dużo pracować nad losem swojego szczęścia. Radzę, ci ucz się pilnie i sięgaj po taki kawałek chleba, na jaki cię tylko stać, poznaj naukę, a dzięki niej lepiej poznasz otaczający cię świat.
Widzisz, ja też miałem rodziców — pomarli, żonę — umarła, syna dorodnego — poszedł razem ze mną na pierwszą wojnę światową i zginął bez wieści. Czy tego chcemy, czy nie, to obaj jesteśmy sieroty, za to przyjaźń nasza będzie milsza, bo z sierocej doli spowita, a nie ze zbytku.
Walenty jeszcze nie dokończył mówić chłopcu przychylnych słów, a tu niepostrzeżenie u wejścia do altany ukazała się guwernantka i mała hrabianka.
Guwernantka w jednym ręku niosła dużą damską torebkę, w drugiej zaś bukiecik kwiatów; mała hrabianka natomiast, niosła malowany koszyczek.
— Ooo?! — dziadzio Walenty i nasz wczorajszy bohater - rze¬
kła nieco zdziwiona guwernantka.
— Moja pani wybaczy, że pozwoliłem wejść na chwilę, ale
łobuzisko wracało ze szkoły i jak zwykle przez te, no - płoty.
Pies mu trochę portkę potarmosił, a że zajęliśmy miejsce, już
wychodzimy — rzekł Walenty.
— Ależ dziadzio Walenty, właśnie bardzo nam na tym zależy
abyście obaj pozostali w altanie, proszę usiąść — rzekła guwer¬
nantka.
— Jak pani wola... — rzekł staruszek i usadowił się z powrotem na ławce.
— Właśnie mam taką wolę — zaśmiała się serdecznie guwernantka.
Michałek, idąc za przykładem starca, uczynił to samo.
— Wracasz ze szkoły, mój chłopcze? — zagadnęła z kolei gu¬
wernantka Michałka.
— Tak — odpowiedział Michałek.
36