Róża czy Michałek, obojętnie jak go nazwano, był chłopcem zdolnym
i w ciągu trzech lat pojął rzemiosło ślusarskie tak, że naukę swą ukończył z wyróżnieniem.
— Weronka! — krzyknął Michałek do siostry z uśmiechem,
wchodząc na podwórko ojcowizny.
— He? — zapytała Weronka.
— Nie he, tylko proszę — poprawił Michałek żartobliwie siostrę.
— Widać, żeś uczony — rzekła nieco złośliwie Weronka.
— E tam! Daleko mi do uczoności, ale już po terminach
i fach jaki-taki w rękach mam — rzekł z zadowoleniem Michałek.
— Teraz możesz już iść do roboty? - rzekła Weronka.
—Jeszcze nie, siostrzyczko, dyrektor naszej szkoły jedzie na
zachód i chce mnie zabrać na dalsze nauki — odpowiedział Michałek.
— Przecież wiesz, że my na dorobku i nie będę mogła na cie
nakładać — rzekła nieco zapeszona Weronka.
— Wcale nie musisz nakładać, dyrektor mówił mi, że będzie¬
my mieć naukę za darmo, za to będzie trochę więcej praktyki
i tym odrobimy utrzymanie - skonstatował Michałek.
— I dzie te nauki byś pobieroł? — zapytała Weronka.
— Na Śląsku, czekaj, mam tu gdzieś zapisane, bo dyrektor
kazał mi przygotować dokumenty, o, już jest! W Sławięcicach
koło Koźla.
359