Pies niechętnie uwolnił Michałka i warczał.
- Nie bój się już Dora — teraz on już posłuszny — rzekł
nieco zgorszony Walenty.
- Kiedy może ugryźć — zawahał się Michałek.
- Umówiliśmy się, że będziesz przychodził przez furtkę,
a ty dalej przez te płoty...
- Bo tędy było bliżej - tłumaczył się Michałek.
- Hm... - rzekł Walenty i poprowadził Michałka do altanki;
przyprowadziwszy, usadowił na ławeczce tuż naprzeciw siebie,
zapalił fajkę, na chwilę zamyślił, a kiedy się ocknął, zapytał:
—Jesteś gościem pani guwernantki i moim przyjacielem, ale do tej pory nie wiem, czyj ty jesteś?
- Magierów - odpowiedział bez namysłu Michałek.
Słysząc te słowa, Walenty popadł ponownie w chwilową
zadumę, po czym rzekł:
- Ojca twojego znałem, byliśmy obaj na pierwszej wojnie
światowej i służyliśmy razem w austriackim wojsku, byliśmy też
dobrymi kolegami, nieraz wspieraliśmy się w biedzie — oj, prze¬
wędrowało się kawał świata, przewędrowało...
Michałek, nic nie odpowiadając, spuścił głowę, smutne myśli zaś zmieniły wyraz jego twarzy do tego stopnia, że staruszek to zauważył, zauważywszy zaś rzekł:
- Wiem o tym, że ci smutno — oj, takie to już życie, mój
drogi: tyś młody — sam, ja stary — też sam, lecz nie martw się.
Popatrz na to wszystko, co nas otacza, toć to istne cuda, a zda¬
wałoby się, że takie bezpośrednie i proste. Ludzie mają najwię¬
cej, bo sÄ… stworzeniem wybranym, majÄ… wolnÄ… wolÄ™, rozum
i nieograniczoną zdolność, toć to tylko ludzie mogą wymyślać
różne cuda, aż dziw bierze, i korzystają z tego co jest stworzone.
Nieraz przez chytrość i zazdrość są tak zaślepieni, że jeden dru¬
giego w łyżce wody by utopił, choć mają w sobie sumienie. Mu¬
sisz teraz mieć trudne bytowanie, może później los dla ciebie
będzie łaskawszy, lecz pamiętaj jedno: przyszłość w życiu trzeba
35