kwiat dwóch puszcz
Rozdział 5 Przyjaźń

— Dobrze się uczysz?
— Nie bardzo, proszę pani. Tak średnio — przeważnie trój¬
ki...
— Możesz dać mi do przejrzenia twoje zeszyty? — poprosiła
guwernantka.
Michałek, niewiele myśląc podał guwernantce nie tylko zeszyty, ale całą swoją kalitkę.
— Dobrą macie panią? — zapytała guwernantka.
— Nie bardzo — za wiele krzyczy i za dużo kreśli po zeszycie
czerwonym ołówkiem, jak się bierze od niej zeszyty z popraw¬
kami, to tak, jakby były na wojnie.
— To prawda, że pani wasza jest wymagająca, ale jestem rów¬
nież pewna, że ma dobre serce — rzekła guwernantka.
Słysząc te słowa Michałek popatrzył na guwernantkę z lekkim przymrużeniem oka, albowiem miał nieco odmienne zdanie
o swojej pani i raczej wolał zostać przy swoim, ale czego się nie
robi dla grzeczności — pomyślał.
Przez następne dwa dni padał deszcz i było dość chłodno, na trzeci dzień, od samego rana niebo ślicznie się wypogodziło
i było zupełnie bezchmurne.
Tego właśnie dnia po skończonych w szkole lekcjach Michałek postanowił skorzystać z zaproszenia staruszka Walentego i nie pominąć hrabskiego ogrodu, chociażby miał przypłacić siedzeniem.
Zbliżył się więc do parkanu, wskoczył na płot, a kiedy osiągnął ziemię ani się spostrzegł, jak znalazł się w objęciach kosmatych łap wilczura.
— Dor! Dor! Dor! — krzyczał staruszek Walenty i pędził co
tchu w piersi do psa, lecz Dor ani myślał puścić i trzymał Mi-
chałka swymi łapskami tak sprytnie, że ten nie mógł się nawet
poruszyć.
— Puść, Dor! — krzyknął starzec, będąc tuż przy zwierzęciu
i przy leżącym na ziemi Michałku.

34