kwiat dwóch puszcz
Rozdział 5 Przyjaźń

- Prawda to co panienki mówią?
- Chyba tak, a że łapałem ryby, to wy dziadku jesteście temu
winni - odpowiedział Michałek.
- Czegóż to ja jestem winien? — zapytał starzec.
- Przecież nie kto inny, ale wy dziadku skrobnęliście mnie
wczoraj ze strzelby na płocie — rzekł Michałek.
- Ha, ha, ha! Bo to ja jednego już skrobnąłem w czasie mo¬
jego dozorowania w ogrodzie. Jakbyś nie wchodził, gdzie nie
potrzeba, nie skrobałbym - zaśmiał się Walenty.
- Teraz też nie zasłużyłeś na pochwałę — dodał.
-Ja tylko tak rzuciłem — rzekł Michałek.
- Aby się to nie powtórzyło, bo inaczej, to już ja z tobą
porozmawiam — rzekł surowym tonem starzec.
- Bardzo ci jestem wdzięczna chłopcze, żeś taki dobry
- proszę masz tu znaleźne — wtrąciła się do rozmowy guwer¬
nantka.
- Proszę pani, ja nie, bo to przeze mnie ten bucik pani zgu¬
biła — rzekł jednym tchem Michałek.
- Mój smyku, jeżeli pani daje, to trzeba brać, toć nie zawsze
tak się zdarza, że... — rzekł dziadzio Walenty, poprawiając wąsa.
Guwernantka z ognikiem złości popatrzyła na dozorcę i zrobiła
mu mimiczną wymówkę.
- Oj, jaśnie pani, nic przecież złego nie powiedziałem...
- A ty smyku weź ten grosz, bo na pewno przyda ci się na
twoje potrzeby szkolne, rodzicom pewnie siÄ™ nie przelewa
- rzekł do Michałka Walenty.
Słysząc słowa starca, Michałek wielce posmutniał.
- Co ci jest chłopcze — zapytała guwernantka.
Michałek siłą woli zdławił w sobie chwilowy żal i machinalnie wypowiedział: -Nic!
- Do której chodzisz klasy? — zapytała guwernantka.
- Do drugiej - odpowiedział Michałek.

33