kwiat dwóch puszcz
Rozdział 5 Przyjaźń

— A ja właśnie widzę, popatrz! To pan Walenty szuka za¬
czepki — rzekła guwernantka.
— Rzeczywiście! - potwierdziła mała hrabianka.
Dozorca Walenty, doszedłszy do siedzących, zatrzymał się
na chwilÄ™ i zagadnÄ…Å‚:
— Niema to jak jaśnie panienkom, tak sobie w cieniu recho¬
tać...
— Istotnie, my sobie rechotamy, a wy dziaduniu nie możecie
tego ścierpieć i rzucacie w nas orzechami — rzekła guwernantka.
Walenty nie zrozumiawszy pytania, przedłużył sobie ucho, na które lepiej słyszał, ręką i rzekł:
— Ano, powtórzy pani, gdyż nie zrozumiałem.
— Mówiłam, że rzuciliście tym orzechem - rzekła guwer¬
nantka wskazujÄ…c na owoc.
Walenty nadął przedziwnie policzki, po czym rzekł:
— Moje panie, owoc ten nie pochodzi z ogrodu jaśnie pana
hrabiego, to... Oooo, jest sprawca! — dodał.
W tejże chwili właśnie zza zarośli, tuż przed siedzącymi zjawił się Michałek i aż drgnął, gdy ujrzał obie, spotkane wczoraj panie oraz dziadka Walentego z fuzją.
— A ty łajdaku, toć nie dajesz panienkom spokoju?! —wrzasnął
Walenty i dość żywo jak na starca podbiegł do chłopca.
— Chciałem oddać bucik — tłumaczył Michałek, zwracając
siÄ™ do guwernantki.
— Jak to?! - zapytał starzec.
Guwernantka poczęła się śmiać.
— Ja łobuzowi prawię morały, a pani się śmieje, i bądź tu
człecze mądry i idź z młodymi w sukurs — rzekł jakby sam do
siebie Walenty.
— Oj, dziadziu Walenty, toż to rybak i to jaki rybak — rzekła
rozweselona guwernantka.
Teraz dziadzio Walenty był w zupełnej konsternacji, a kiedy nieco ochłonął, zwrócił się do Michałka i zapytał:

32