Niestety, pomieszczenie było puste, a jedyną żywą istotą jaką Róża zastał w kwaterze dowództwa, była jaszczurka pełzająca po blacie polowego stołu.
Czyżby Niemcy wybili partyzantów co do jednego, to nie możliwe?! - pomyślał, a następnie, spędziwszy ze stołu jaszczurkę Róża wyciągnął się na nim jak długi i po niedługim czasie zasnął.
Przebudziwszy się w środku nocy, Róża zerwał się na równe nogi
i wyszedł na pole, przystanął, westchnął i wsłuchał się w leśną ciszę. Gdzieś w oddali hukała sowa, żaby resztkami sił kończyły swoje nocne koncertowanie, z innej strony dolatywały przecudne trele słowika. W pewnej chwili do uszu Róży doleciał donośny huk, podobny do zbliżającej się burzy; chłopiec spojrzał na niebo. Jednak niebo było pogodne i gwieździste, tylko z północnego-wschodu nieco zaróżowione.
Będzie widnieć — pomyślał. Już miał wracać do kwatery, wtem huk jakby się wzmógł i ilość grzmotów znacznie się zwiększyła. To chyba nie burza, może to walka nowych partyzantów, a może już nie daleko wojska radzieckie i polskie, przecież doktor Homecki mówił, że...
W tej chwili w Róży wzbudziło się jakieś utajone pragnienie szczęścia, jakiego sam nie wiedział: serce zabiło mu mocniej, poczuł ciepło w policzkach i każdej części ciała, a podniecenie to nie opuszczało go przez wiele godzin. Wreszcie nastał nowy dzień, który nie różnił się od innych dni: jakie Róża spędził w leśnej kwaterze, może o tyle ciekawszy, że z oddziału ani śladu, on zbierał jagody
i to, że Aks przyciągnął przez kogoś upolowanego zająca i z wielkim apetytem wżerał się w jego pokrwawione ciało. Nazbierawszy jagód, Róża postawił je na stole, zaś jedząc po parę owoców, patrzył na rozłożoną mapę, zdobytą mimo woli w czasie prowadzenia zwiadu nad budową niemieckich okopów, sam do siebie szeptał:
319