— Prrrr! — krzyknął na konie Jan Witka i bryczka zatrzymała
siÄ™ prawie w miejscu.
W chwili, kiedy konie, stojąc niespokojnie, dreptały w miejscu, guwernantka zeszła z bryczki, przeszła zieloną łączę, przystanęła nad brzegiem strumyka, tuż obok Michałka i zapytała:
— Co tu chłopcze porabiasz?
— Ryby łowię! — odpalił bez namysłu i nieco ze złością Mi-
chałek.
—W ten sposób, przecież?! — rzekła zdumiona guwernantka.
— Mości pani, on łapie na żywca! — wtrącił się Jan Witko,
który, uwiązawszy konie, zdążył przyjść i stanąć tuż za jej pleca¬
mi. Guwernantka nieco zgorszona spojrzała wymownie na stangreta.
— Nie zimno ci? — zapytała z kolei chłopca
— Nie - odpowiedział Michałek.
— Ciepła woda? - zapytała ponownie guwernantka.
— Ciepła woda! Zresztą, jak dla kogo — odpalił Michałek
i skulił kolana niczym niewiasta.
Guwernantka, chcąc przekonać się osobiście, czy chłopiec mówi prawdę, nachyliła się nad wodą i włożyła doń swą prześliczną dłoń.
Wtem jak coś Michałka nie utnie w ukrytą pod wodą część ciała, tak że chłopiec wyskoczył ze strumyka jak z procy.
Przestraszona tym guwernantka zachwiała się, straciła równowagę i wpadła twarzą do wody, a nogami zaś trzepotała w powietrzu niczym cudnymi wiatraczkami.
— Laboga! nasza pani się topi! — krzyknął Jan Witka i dopadł
jednej nóżki, drugiej zaś uczepił się Michałek i wyciągnęli jak
wydrÄ™ mokrÄ…, ciekawskÄ… na brzeg paniÄ… guwernantkÄ™.
Mała hrabianka, widząc co się dzieje, co sił w nogach uciekła od strumyka do bryczki i obejrzała się dopiero będąc na siedzeniu.
30