kwiat dwóch puszcz
Rozdział 5 Przyjaźń

drzewo i począł rwać jagody piękne niczym rubiny, chowając je pośpiesznie za pazuchę. Kiedy urwał czereśni już pod dostatkiem, zeskoczył z drzewa i co sił w nogach popędził w stronę parkanu. Dolatując do ogrodzenia, mimo woli zauważył, że w pewnym miejscu zarośla żywopłotu lekko się poruszyły, a wśród gałązek ukazał się kapelusz dozorcy.
Widząc to, wyskoczył na płot, a będąc już przechylony do skoku w drugą stronę, Michałek poczuł, jak coś sieknęło go po siedzeniu; w tym samym czasie usłyszał głośny strzał. Straciwszy równowagę, chłopiec spadł za ogrodzenie. Chwilę leżał w bezruchu.
Dla pewności, czy żyje, poruszył nogą, później ręką, a gdy okazało się, że wszystko funkcjonuje należycie, nie zwlekając, poderwał się i pobiegł bez celu, aby jak najdalej od zasięgu przeklętej pukawki, zatrzymawszy się dopiero na łąkach, przez które przepływał strumyk. Michałek usiadł na brzegu, albowiem tu opuszczał go lęk, ale za to siedzenie piekło niemiłosiernie, tak że czasami z bólu aż darł murawę.
Nie mogąc znaleźć sobie miejsca, gdyż pieczenie potęgowało się coraz bardziej, chłopiec zdjął spodnie, koszulę i wszedł do strumyka. Zanurzywszy się w wodzie, stwierdził, że woda sprawiła mu nieco ulgę.
Siedząc w strumyku, Michałek rozmyślał i planował dla dozorcy zemstę, a słońce tymczasem chyliło się coraz bardziej ku zachodowi. Wymoczywszy się, już się uniósł i miał wyjść na brzeg, wtem zza drzew ukazała się bryczka, którą ciągnęła ta sama para koni, co jechał nią z grzybów do domu.
Hrabia?! - pomyślał Michałek.
- Ooo, Grzybiarz! - krzyknęła mała hrabianka, mijając Mi-
chałka siedzącego w wodzie.
- Panie Janie, niech pan przystanie — rzekła do stangreta
guwernantka.

29