— Co powiesz, mała? — zapytał Róży leśniczy.
-Jak powiem, to się pan będzie śmiał... — zastrzegł się Róża.
— Jestem za poważny, aby z byle głupstwa się śmiać — rzekł
leśniczy.
— „Biały las", panie leśniczy — rzekł Róża.
— Rzeczywiście, nigdy nie widziałem białego lasu, a w ogóle
co to znaczy — zapytał leśniczy.
— Hasło jednej pani, ale jak pan nie rozumie, to do widzenia
- rzekł Róża i zawrócił na pięcie, a tuż za nim pobiegł nowy
przyjaciel, pies. Nie znalazłszy tego dnia „białego lasu", Micha-
łek i jego przyjaciel wrócili do kryjówki w cegielni.
—Widzisz, piesku, że nasze wspólne życie jakoś zaczyna nam się układać — rzekł do swego przyjaciela Michałek.
Pies, jakby na potwierdzenie, oblizał jęzorem swój kosmaty pysk
i wiernie spojrzał na chłopca. Nagle w kryjówce pojawiła się jakaś postać. Pies widząc obcą osobę, rzucił się nań i powalił na ziemię.
— Aks! Aks! - krzyknął Róża, a pies jak na komendę odsko¬
czył od ofiary.
— Całe szczęście, że dopomogłeś mi uwolnić się od tego
bydlęcia, w przeciwnym wypadku musiałbym poczęstować go
ołowiem — rzekł do Róży przybysz.
— Kim pan jest? - zapytał Róża takim tonem, jakby był wła¬
ścicielem swojej twierdzy.
— Widzę, że się ukrywasz dziewczynko? — rzekł przybysz.
— Hm! - żachnął się Róża.
— Widzę, żeś twarda. Powiedz mi jedno, jesteś stąd? — zapy¬
tał nieznajomy.
— Tak — powiedział Róża.
— Znasz w Sanie wodę? — zapytał nieznajomy.
— Znam - odpowiedział Róża.
— Umiesz pływać? — zapytał ponownie nieznajomy.
— Umiem - rzekł Róża.
289