w objęcia i gorzko zapłakały. O północy wuj Zaściański, Weronka
i Michałek poszli na pasterkę, wujenka zaś została w domu.
Kiedy zaszli na miejsce, kościół był już zapełniony, lecz dzieci,
nie zważając na ciżbę, przepychały się ku ołtarzowi; dobrnąwszy, przystanęły przed balaskami i czekały rozpoczęcia nabożeństwa.
W pewnej chwili w bocznych drzwiach zachrystii ukazał się hrabia Koronowski wraz ze swoją córeczką Mariolą. Hrabia usiadł w swojej ławce, mała hrabianka, usiadłszy tuż obok ojca, z ciekawością rozglądnęła się po kościele. Nastał taki moment, kiedy wzrok małej hrabianki zatrzymał się na Michałku, a jej oczy rozradowały się.
Grzybiarz — pomyślała mała hrabianka i obdarzyła Michałka miłym, przyjaznym, dziecięcym spojrzeniem. Tymże samym spojrzeniem przez cały czas nabożeństwa Michałek obdarowywał swą małą ulubienicę
i szeptał: Ojcze nasz, który jesteś w niebie, przyjdź królestwo twoje, bądź wola twoja, jako w niebie tak i na ziemi...
Kiedy uroczystość pasterki zakończyła się i ludzie poczęli płynąć niczym jedna zbita fala w kierunku drzwi wyjściowych, Michałek
i Weronka, przyłączywszy się do owej fali i jakby tworząc jedną całość wyszli w spowitą mrokiem ciemność nocy, niczym do otchłani
i wrócili do domu.
Wraz ze świętami Bożego Narodzenia nastały pierwsze dość tęgie mrozy i chociaż zima była ciężka, upływała ona względnie szybko. Po zimie pojawiła się wczesna wiosna, po wiośnie nastało ciepłe i pogodne lato. Ów dzień, kiedy Michałek postanowił zrobić sobie wypad po hrabskie czereśnie podobny był do wielu dni ubiegłego lata, ale to, co się mu przydarzyło, nie było zupełnie podobne do niego samego ani też do jego zwyczajów.
Zauważywszy w płocie dziurę, najpierw chłopiec rozglądnął się, przeszedł ją, przystanął i nasłuchiwał czy w pobliżu nikogo nie ma, upewniwszy się, że nic mu nie zagraża, wdrapał się na
28