— Wprowadzić mi tu Szerloka Holmsa — rzekł komendant
do gestapowca Birkiego.
Po chwili w drzwiach gabinetu ukazał się wystraszony rymarz Fryka, popychany przez dwóch gestapowców.
— Panie oficerze, ja niewinny, czemu mnie trzymacie, jak ja
z wami współpracuję i donoszę, bo pragnę, aby Niemcy wygrały
wojnę — prosił Fryka.
— Ha, ha, ha — zaśmiał się oficer, po czym nagle spoważniał
i aż poczerwieniał ze złości.
— Stary durniu, gdybyś powiedział w porę, na pewno być już
tutaj nie przebywał, a teraz należą ci się porządne baty — odpo¬
wiedział komendant gestapo.
— Co się stało? — zapytał rymarz.
— Za to, że nie doniosłeś w porę, otrzymasz dwadzieścia
pięć batów, tak po cesarsku — rzekł komendant gestapo.
— Panie komendancie, błagam, ja już stary! — upraszał się
Fryka.
— To cię odmłodzi! — krzyknął komendant gestapo.
— Już chyba po moim Marcinku, już chyba go nie ujrzę
— jęczała rymarzowa i wycierała zapaską oczy.
Wtem otwarły się drzwi do mieszkania, a w nich ukazał się rymarz. Rymarzowa jak przedtem popłakiwała, teraz ryknęła niczym syrena.
279